Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Smaki z dzieciństwa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Smaki z dzieciństwa. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 17 grudnia 2019

Ciasteczka Bożonarodzeniowe na smalcu

Jest i on! Kolejny wpis! Śmiem teraz twierdzić, że jednak wpis z nieudanym ciastem nie był tylko i wyłącznie jednorazowym zrywem! ;)  Ciasteczka z tego przepisu piekłam już wielokrotnie, bo jest to przepis na ciasteczka z tzw. maszynki.Wykopałam go z jakieś dwa lata temu gdy zamarzyło mi się poczuć smak dzieciństwa... Co prawda z moim rodzinnym domem bardziej kojarzę ciasteczka z kożucha na mleku - tak tak moi drodzy istnieje przepis na takie ciastka tylko gdzie ja teraz tyle kożucha uzbieram żeby sobie ciastek upiec?! Wracając do tematu dzisiejszych ciasteczek: ciasteczka wychodzą kruche ale nie rozpadające się co jest ważne bo co nam po mikołajach albo choinkach, które w pudełku staną się pyłem? ;) Ok do rzeczy z przepisu zrobiłam trzy rodzaje ciastek podstawowe czyli waniliowo-maślane drugie były pomarańczowe a trzecie rzutem na taśmę skonstruowałam w klimatach rumowo-kakaowych - wyszło pysznie! :)  Zapraszan do pieczenia! :)

Składniki:
1kg mąki
200g masła
300g smalcu
2 cukry waniliowe
2 łyżki kwaśnej śmietany
1 szklanka cukru kryształ
4 jajka (2 całe i 2 żółtka - nie wyrzucać białek przydadzą się do lukru królewskiego do ozdabiania ciasteczek)

Z podanych składników zagnieść ciasto. Podzielić na 3 jedną pozstawić bez zmian zawinąć w folię i odłożyć do lodówki najlepiej na całą noc. Drugą porcję ciasta zagnieść ze startą skórką z pomarańczy (wcześniej wyszorowana i wyparzona) oraz kilkoma kroplami olejku (jak ktoś taki eko vegan i ohoho nie musi dodawać) do trzeciej dodać 2-3łyżki rumu (w wersji dla niebojących się chemii olejek rumowy) 2-3 łyżki gorzkiego kakao całość zagnieść zawinąć w folię i zostawić w lodówce najlepiej na noc.  Z każdej części ciasta rozwałkować placek grubości ok. 0,5cm wykrawać ulubione kształty i piec w 180 stopniach na złoty kolor czyli jakieś ok. 12minut (w moim piekarniku Wasz może piec inaczej dlatego ciasteczek należy pilnować). Studzić na kratce. Wystudzone ciasteczka dekorować wg uznania :)

czwartek, 5 lipca 2018

Najbardziej leniwe z leniwych

Dzisiaj przepis na najleniwsze z leniwych :) Wiadomo, że ile kucharzy tyle przepisów na leniwe u mnie w domu nie były to zbyt popularne kluski ze względu na połączenie sera i ziemniaków niemniej jednak w moim osobistej nowej rodzinie taka wersja leniwych ma branie u wszystkich :) 
Ta wersja ze względu na brak ziemniaków wydała mi się kusząca zwłaszcza, że w domu mam teraz kluksową latorośl stąd gdy zobaczyłam przepis na leniwe u Alanatkowe BLW postanowiłam nie zwlekać i jeszcze tego samego dnia wzięłam się do pracy jedyne zmiany, które poczyniłam to dodanie wanilii oraz podzielenie składników przez pół - wychodzą wtedy dwie całkiem spore porcje dla głodnej dziatwy :) Trzyskładnikowe leniwe to zbawienie dla wszystkich głodnych kluskowych smaków, którzy nie mają całego dnia na stanie w kuchni i robienie klusek :) To również świetny patent dla wszystkich matek, które cierpią na brak pomysłów na obiad na tzw. 'szybko' gdy dziecię woła mama AM teraz, już, natychmiast! :)

Składniki:
1/2 szklanki kaszy manny
250g białego sera (najlepiej zmielonego - wtedy możemy pominąć kwestię problematycznych grudek, które niektórym dzieciom z pewnością zrujnują jedzenie ;) )
1 duże jajko
ziarenka z 1 laski wanilii (można pominąć)
mąka ziemniaczana do podsypania

Wszystkie składniki zagnieść. Odstawić do lodówki na 15minut.
Po tym czas rwać porcję ciasta, rolować na stolnicy podsypując lekko mąką ziemniaczaną.
Wrzucać na posolony wrzątek. Gotować na małym ogniu do wypłynięcie.
Podawać z roztopionym masłem, bułką tartą, sosem owocowym lub czym tam nam fantazja przyniesie do głowy :)

czwartek, 14 czerwca 2018

Słodki dżem truskawkowy bez cukru i innych słodzideł (metoda janginizacji)

Dżem truskawkowy chyba jeden z ulubionych
przetworów większości Polaków a może i nawet całego świata. Pysnziutki, słodziutki, przypominający nam o słonecznych dniach i bezstorskim letnim truskawkowym obżarstwie. W czasach mojego dzieciństwa pamiętam dokładnie jak na bułeczce maślanej lub rogaliku na cienkiej warstwie masła spoczywał ten dostojny jegomość -dżem truskawkowy! Do dzisiaj na samą myśl leci mi ślinka! Odkąd sama jestem matką chcę dać mojemu prezesikowi to co najlepsze tak też jest z dżemem gdy tylko dowiedziałam się od naszego znajomego Jacka o metodzie janginizacji owoców postanowiłam spróbować co prawda czekać musiałam całą zimę i wiosnę ale było warto! Oczywiście jak to przy tak spektakularnych nowinach bywa podeszłam do tematu z pewną dozą niepewności no bo jak to?! Słony dżem?! To nie może się udać! ;) Jednak ciekawość wzięła górę i gdy tylko weszłam w posiadanie należytej ilości truskawek postanowiłam pomóc wcielić w życie! Dżemy metodą janginizacji naprawdę wychodzą słodkie! Co prawda do megasłodyczy z dżemów sklepowych im daleko ale naprawdę dają radę! :) Ja swoje podrasowałam jeszcze dodatkiem pektyny co by mi się dziady nie rozlewały na kromkach i naleśnikach niemniej jednak niektórzy po prostu gotują truskawki np. 3 dni pod rząd po 30-40minut i podobno też konsystencja jest ok ja jednak nie byłam aż tak cierpliwa ponadto trzy godziny gotowania truskawek to w moim mniemaniu w słoiczku pozostaną tylko truskawki z nazwy... ;) Ok. Do rzeczy.

Co to jest janginizacja doczytałam tutaj. 
Janginizacja to nic innego jak wytrącanie naturalnych cukrów zowoców przy użyciu odrobiny soli, magia? Nie czysta chemia... :D i to nie taka co truje człowieka a taka, która człowiekowi sprzyja... ;)

Składniki: (wyszło mi 10małych słoiczków)

2kg truskawek
1/2 małej łyżeczki soli himalajskiej lub innej niejodowanej (lepiej dać mniej niż przesolić)
garnek z grubym dnem
1 opakowanie pektyny (na 2kg owoców)

Truskawki umyć, wyszypułkować pokroić na mniejsze kawałki a małe zostawić w całości.
Posypać solą i postawić na malutki gaz na 30minut często mieszając. Wystudzić odstawić na noc do lodówki.
Ponownie delikatnie zagotować, dodać pektynę, wymieszać gotować jeszcze przez 10minut po tym czasie dżem rozlać do słoików zakręcić, obrócić do góry dnem i poczekać aż wystygną, zanieść do spiżarki, zajadać gdy sezon truskawkowy minie... ;)

piątek, 16 marca 2018

Najszybszy sernik na zimno jak chatka puchatka

Dzisiaj historia jak to pączki serowe zmieniły się
w szybki sernik na zimno smakujący niczym chatka puchatka – czary? Nie zwykłe lenistwo! Końcem karnawały ambitnie postanowiłam usmażyć serowe pączki, które chodziły za mną od dłuższego czasu. Chęć ich usmażenia była tak ogromna, że nawet zaopatrzyłam się już w solidny kawałek swojeskiego sera, który za sprawą mojego najlepszego przyjaciela w kuchni Bosch  MSM 67170 stał się twarogiem trzykrotnie mielonym o smaku twarogu a nie jak to jest zazwyczaj z serami z wiaderka o smaku śmietany... Wracając do głównego wątku smażenia pączków - macierzyńska rzeczywistość zmieniła moje plany bardzo szybko i z pączkowych planów został tylko ser, który nie mógł już dłużej czekać i wołał z otchłani lodówki – zużyj mnie! Dużo się nie zastanawiając wymyśliłam, że zrobię z niego najprostszy sernik na zimno w wersji ekspres – smak chatki puchatka wyszedł zupełnie przypadkiem... J

Składniki: (małe naczynie o wymiarach 20cm x 15cm)
500g sera białego zmielonego
1 galaretka pomarańczowa
1 duże opakowanie herbatników
50g gorzkiej czekolady + 3-4 łyżki wody

Naczynie wyłożyć herbatnikami.
Galaretkę rozpuścić w ½ szklanki gorącej wody. Ser zmiksować na puszystą masę pod koniec miksowania gdy ser będzie wystarczająco napowietrzony stale miksując wolną stróżką wlać lekko przestudzoną galaretkę , zmiksować na gładko.
Wylać na wyłożone herbatnikami dno naczynia.
Masę serową przykryć kolejną warstwą herbatników.
W rondelku rozpuścić czekoladę z wodą, gdy czekolada będzie zbyt gęsta rozrzedzić dorobiną wody.

Herbatniki posmarować polewą czekoladową. Całość wstawić do lodówki na kilka godzin a najlepiej na całą noc.

piątek, 9 marca 2018

WZ-tka

WZ-tka to ciastko kultowe I zna je chyba każdy.
W dzieciństwie podobnie jak z całą masą innych ciast z Wztką nie było mi po drodze w zasadzie rozsmakowałam się w ninej dopiero ostatnio przy okazji gdy upiekłam ją sama :) Z tego co kiedyś zasłyszałam to proste czekoladowe ciasto przełożone bitą śmietaną wzięło swoją nazwę od trazy WZ w Warszawie gdzie podobno po raz pierwszy zaczęła być serwowana – ot ciekawostka.
Moja Wztka może ktoś powie, że prawidziwie klasyczną Wztką nie jest, bo ciast niby murzynkowe a jednak z innego przepisu niż ten, w którym gotujemy tłuszcz, cukier i kakao... ;) Niemniej jednak uważam , że moja wersja Wztki tonaprawdę strzał w 10! Bo nie dość, że ciacho bardzo szybko się robi to dodatkowo jest bardziej czekoladowe i wilgotne niż klasyczne ciastko w Wztce. Dla spostrzegawczych tak, macie rację to jest to samo ciasto co w przepisie na Kinder Cake po prostu jestem nim zachwycona do tego stopnia, że zaczynam kreakować różne wariacje na jego temat ba! Powiem więcej! Będę go piec aż do znudzenia! A jeśli przyjdzie mi robić tort z ciemnym ciastem to z pewnością już zawsze będę korzystać właśnie z tego przepisu! Wracając do Wztki moja Wztka to było ciasto urodzinowe, które wszystkim posmakowało a w oczach mojej najwierniejszej testerki smaków Judyci było tak perfekcyjne, że nie mogła uwierzyć, że to cytuję: ‘nie z cukierni!!’ ;) Ot Judyta wie jak sprawić jubilatce przyjemność... :D Dosyć Wztkowych wywodów przechodzimy do pieczenia... ;)

Składniki:

Ciasto: (na blaszkę o wym. 24x28cm)
1 i ¾ szklanki mąki pszennej tortowej
1 szklanka cukru
1 cukier wanilinowy
¾ szklanki kakao
1 płaska łyżeczka proszku do pieczenia
2 łyżeczki sody
2 jajka
1 szklanka maślanki
½ szklanki oleju
1 szklanka gorącej kawy zaparzonej z dwóch łyżeczek

Mąkę wymieszać z kakao, proszkiem do pieczenia i sodą – przesiać do drugiej miski następnie delikatnie wymieszać z cukrem i cukrem wanilinowym.
W osobnej misce wymieszać jajka, maślankę i olej (jak na muffinki). Wlać do suchych składników wymieszać łyżką. Gdy ciasto będzie gładkie wlac gorącą kawę i znów wymieszać na gładką masę.
Masę wylać na blaszkę o wymiarach 24x28cm (wcześniej wyłożonej papierem). Piec do suchego patyczka w 180 stopniach przez około 50minut.
Ciasto całkowicie wystudzić, przekroić wzdłuż na dwa placki.

Krem:
500ml śmietany kremówki
2 łyżeczki cukru pudru
2 łyżeczki żelatyny woda do rozpuszczenia żelatyny

W miseczce zalać żelatynę odrobiną wody (tak aby przykryła żelatynę) nastpnię rozpuścić żelatynę w kąpieli wodnej lub przy pomocy mikrofalówki (dosłownie na kilka sekdund – nie można doprowadzić do wrzenia żelatyny, bo wtedy straci swoje właściwości żelujące).
Śmietanę ubyć na sztywno pod koniec ubijania dodać cukier puder.
Do rozpuszczonej żelatyny dodać 2 łyżki śmietany, wymieszać.
Wyłożyć na ciasto (2 łyżki pozostawić do dekoracyjnych kleksów na wierzchu).

Polewa:
100g gorzkiej czekolady
80ml słodkiej śmietanki

Czekoladę połamać na kawałki, zalać gorącą śmietanką, wymieszać do momentu aż czekolada się rozpuści, polać wierzch ciasta. Odczekać aż czekolada stęże, zrobić dekoracyjne kleksy z bitej śmietany.

Ciasto schłodzić, kroić na kawałki, zajadać w miłym towarzystwie przy filiżance dobrej kawy.

czwartek, 25 stycznia 2018

Galaretka z bitą śmietaną i owocami

Jak już od środy tkwimy w trzęsących się
galaretowatych klimatach to przy nich pozostańmy! ;) Obiecałam Wam, że dokończę Wam historię co się takiego stało, że polubiłam owocowe galaretki… stało się to, że po prostu w ciąży dopadła mnie totalnie galaretkowa mania i tak jak całe życie omijałam ten deser szerokim łukiem tak od tamtego czasu galaretka to mój No 1 wśród deserów bijący na głowę nawet lody! Dzisiejsza słodka propozycja to deser zaczerpnięty z mojego dzieciństwa gdy moja kochana mamusia robiła właśnie takie cuda dla naszej kochanej rodzinki i mimo, że wtedy w tym deserze galaretki pomijałam i wyjadałam owoce oraz ubitą śnieżkę to pewnie ze względu na ten beztroski czas wspominam je bardzo miło i sentymentalnie. Czy u Was w domu lata 90te mijały pod znakiem śnieżki i domowych lodów? Taka mała dygresja związana z używaniem śnieżki zamiast bitej śmietany ;) Co skusiło mnie do przygotowania oldschoolowych deserów w zaciszu mojej kuchni? Tak! Zgadliście – wizyta naszych znajomych, z którymi nie widzieliśmy się już parę ładnych miesięcy. Było popołudnie w święto Trzech Króli a ja po świątecznym obżartwie I dość mocnym eksploatowaniu przez syna nie miałam ochoty piec kolejnego placka. Nie byłabym jednak sobą gdybym nie przyrządziła czegoś swojego – wybór był prosty coś co się szybko robi i coś co mogę zrobić ze składników, które znajdę w swojej spiżarce - padło na galaretki z owocami i bitą śmietaną!


Składniki: (na 10 pucharków)

1 galaretka cytrynowa + 1,5 szklanki gorącej wody

1 galaretka truskawkowa + 1,5 szklanki gorącej wody

1 galaretka agrestowa lub kiwi + 1,5 szklanki gorącej wody

1 galaretka pomarańczowa + 1,5 szklanki gorącej wody

1 pomarańcza pokrojona w kostkę

200g mrożonych truskawek

½ puszki ananasa odsączonego z zalewy i pokrojonego w kostkę

zielone winogrona (opcjonalnie – u mnie ich nie było bo nie miałam)

330g śmietany kremówki

2 łyżeczki cukru pudru

garść rodzynek sułtańskich

garść suszonej żurawiny

rurki waflowe lub słomka ptysiowa



Ananasa pokroić w kostkę, przełożyć do głębokiego talerza i zalać cytrynową galaretką.
Truskawki przełożyć do głębokeigo talerza (jeszcze zamrożone) zalać galaretką truskawkową.
Pomarańcze wyfiletować, pokroić w kostkę, przełożyć do głębokiego talerza, zalać rozpuszczoną pomarańczową galaretką,
Zieloną galaretkę rozpuścić w gorącej wodzie, wlać do głębokiego talerza.
Wszystkie galaretki pozostawić do całkowitego stężenia. Następnie pokroić je na porcje.
W wysokim naczyniu ubić śmietanę w dwoma łyżeczkami cuku pudru.
W pucharkach układać naprzemiennie porcje galaretek oraz śmietany.
Desery posypać żurawiną i rodzynkami, w każdy wetknąć rurkę waflowa lub ptysiową słomkę.

piątek, 12 stycznia 2018

Domowy Wafel Moniki - najlepszy i najprostszy!

Nie tak miałam zacząć blogowanie w tym roku ale wyszło jak wyszło... ;) Miało być od poniedziałku
pełną parą z fit przepisem na Fit Poniedziałek a jest ospale i powolnie, bo dopadł nas już Słodki Piątek! ;) Mimo życia w ciągłym niedoczasie nie daję za wygraną i jak to mówią poprawiam koronę i dziarskim krokiem idę do przodu! Nie wiedziałam, że przy tak deficytowym towarze jakim jest w moim życiu teraz czas będę mówić o blogowaniu jak o zabieraniu się do ćwiczeń z Ewą Chodakowską... ;) No ale nic to każda młoda mama cierpi na to samo - chyba, że jest Księżną Kate i ma sztab opiekunek i piastunek do swojej dyspozycji... Księżną Kate nie jestem więc zadzieram rękawy i piszę dzisiejszy wpis!
Wpis wyjątkowo słodki, wyjątkowo prosty i po prostu wyjątkowo wyjątkowy! Przepis jak sama tytułowa nazwa wskazuje dzisiaj jest od Moniki - któż to Monika? Monika to bratowa naszego przyjaciela Artura, u którego właśnie po raz pierwszy jadłam wafla a w zasadzie to zjadłam tyle ile było na talerzu! Był tak dobry, że nie umiałam się opanować i z każdym ostatnim kęsem sięgałam po następny!
W swoim kulinarnym życiu nadgoniłam już nieco temat domowych wafli więc z pełnym przekonaniem mogę napisać, że wafel z tego przepisu bije całą resztę na głowę i zajmuje zaszczytne pierwsze miejsce! Po tylu słowach pochwał nie macie innego wyjścia jak zaopatrzyć się w składniki i zrobić go do weekendowej kawki by bez 'słodyczowego' głodu pełni sił i chęci wkroczyć w Fit Poniedziałek, który obiecuję Wam nareszcie wznowię... ;)

Składniki:
1 opakowanie wafli tortowych
1 kostka margaryny lub masła
niepełna szklanka cukru (3/4)
nieco mniej niż pół szklanki wody
2 szklanki mleka w proszku
1 łyżeczka kakao

Margarynę, cukier, cukier wanilinowy oraz wodę zagotować.
Przestudzić. Dodać przesiane mleko w proszku (ja przesiewam masa jest wtedy bardziej puszysta - ale można ten krok pominąć). Zmiksować wszystko razem.
Na pierwszą taflę wafla wyłożyć cztery łyżki kremu, rozsmarować równomiernie. Przycisnąć kolejnym waflem, na który rozsmarować kolejne 4 łyżki kremu.
Do pozostałęgo kremu dodać łyżeczkę ciemnego kakao i dokładnie wymieszać.
Ciemny krem rozsmarować na kolejnej warstwie wafla, przykryć kolejnym waflem i znów przesmarować kremem.

piątek, 15 grudnia 2017

Piernik z powidłami 'Bartek'

Przedświąteczny czas rządzi się swoimi prawami dlatego też do Bożego Narodzenia zawieszone są Fit Poniedziałki ;)) na nie przyjdzie pora po Nowym Roku... ;) Teraz bezkarnie na blogu będzie panować słodkie szaleństwo a to za sprawą tego, że w poprzednim roku szalałam w kuchni na słodko i naprodukowałam kilka całkiem niezłych przepisów, którymi chciałam się z Wami podzielić. Przepis na ten piernik jak sama nazwa wskazuje mam od Bartka. Kto to jest Bartek? Mój Kochany starszy brat, który jest największym łasuchem w naszej rodzinie a przy okazji chyba jednym męskim egzemplarzem lubiącym piec ciasta... :) Przepis na ten piernik to tak naprawdę spuścizna zeszytowa mojej Kochanej Mamy ale to właśnie Bartek przepis ocalił od zapomnienia i skrzętnie przemycił go do swojej kuchni. Piernik z tego przepisu to wg mnie najlepsze ciasto piernikowe jakie kiedykolwiek jadłam, wspaniale wilgotny, aromatyczny, cudownie delikatny po prostu IDEAŁ! Pamiętam, że w moim domu królował pod dwie postaciami 1. zwyczajny po prostu upieczony placek oraz 2. odświętny przełożony kremem grysikowym, który w smaku za sprawą olejku migdałowego przypominał masę z marcepanem. Wszystkie mordki lubiące słodkie smaki zapraszam do wypróbowania najlepszego piernika na świecie!

Składniki: (na standardową podłużną dużą blaszkę ok. 38x34cm)
4 szklanki mąki
1 kostka margaryny lub masła
2 szklanki cukru
2 jajka
1 słoik powideł śliwkowych
3-4 łyżeczki gorzkiego kakao
2 opakowania przyprawy do piernika
2 szklanki mleka
2 łyżeczki sody

Krem:
3 szkl mleka
6 dużych łyżek kaszy manny
1/2 szkl cukru
1 kostka masła/margaryny
1 łyżeczka olejku migdałowego

Ciasto:
Margarynę roztopić i ostudzić.
Mąkę przesiać.
Jaja ubić na puch z cukrem i przyprawą piernikową.
Stopniowo dodawać pozostałe składniki dokładnie ucierając.
Gotowe ciasto wylać do  natłuszczonej i wysypanej bułką tartą formy. Piec w nagrzanym do 180 stopni piekarniku 50-60minut.
Ostudzone ciasto przekroić wzdłuż na pół.

Krem: 
Margarynę utrzeć na puch z cukrem pudrem.
Łyżka po łyżce stale ucierając dodawać ugotowany grysik oraz olejek migdałowy.

Przekrojonego placka przełożyć kremem, polać czekoladą. Schłodzić.

środa, 12 lipca 2017

Jak zrobić placki ziemniaczane?

placki ziemniaczane
Tradycyjne placki ziemniaczane to klasyk, który  chyba lubi każdy no może prócz mojego kolegi z pracy Grzegorza, który jest jedyną osobą, którą znam i nie otwarcie mówi, że za plackami nie przepada. W moim życiu sposób jedzenia placków ziemniaczanych ewoluował od dziecięcego czyli z cukrem i śmietaną po zupełnie dorosły kwaśna śmietana lub po prostu solo... :) Po zakupie mojego nieocenionego ręcznego Boscha pokusiłam się o sprawdzenie patentu sprzedanego przez moją ciocię Mary czyli zmiksowanie ziemniaków za pomocą blendera... ;) Placki wyszły mega! Oczywiście do przygotowania takich placków nie jest niezbędne posiadanie blendera wystarczy tarka z bardzo drobnymi oczkami, sukcesem jest wykorzystanie naturalnej skrobi, która wydzieli się po starciu ziemniaków. Jak dla mnie najlepsze placki jakie do tej pory mi wyszły stąd dzielę się z Wami tym przepisem :)

Składniki: (na około 6 porcji)
1,5kg mącznych ziemniaków
2 duże cebule
2 jajka
3 łyżki mąki pszennej
sól, pieprz do smaku

Ziemniaki i cebulę obrać, umyć i zetrzeć na papkę a szczęśliwi posiadacze blendera z nakładką siekającą mogą posiłkować się właśnie takim sprzętem. Ze startych ziemniaków odlać wodę odstawić aby z wody opadła skrobia. Wodę wylać zaś skrobię dodać do ziemniaków
Skrobię dodać do ziemniaków. Dodać jajka, mąkę pszenną, sól i pieprz. Wymieszać.
Porcję ciasta kłaść na rozgrzany na patelni olej. Smażyć na złoty kolor.
Usmażone placki odsączyć z nadmiaru tłuszczu na ręczniku papierowym.
Podawać z ulubionymi dodatkami.

piątek, 9 czerwca 2017

Zdrowy shake truskawkowy

Zupełnie spontanicznie podczas robienia konfitury truskawkowej zrobiłam do popijania w tzw. międzyczasie shake'a :) Równie spontanicznie wrzuciłam zdjęcie na moją fejsbukową stronę z zapytaniem czy czytelnicy chcą najpierw przepis na konfiturę czy koktajl jednogłośnie wszyscy opowiedzieli się za koktajlem. Przepis prosty jak to się mówi jak budowa cepa no ale czasami takie przepisy są najlepsze. Taki koktajl to bułka z masłem a do tego nie uświadczycie w nim cukru więc przy okazji jest całkiem zdrowy :)

Składniki: (na 2 porcje po 300ml)

1/2 szklanki pokrojonych truskawek
1 duży dojrzały banan
1 mały kubeczek jogurtu naturalnego
1/2 szklanki mleka
ziarnka z jednej laski wanilii

Wszystkie składniki zmiksować na gładki płyn.
Rozlać do szklanek. Wypić od razu po przyrządzeniu.

Ps.  Przepis na McDonald'sowego shake również będzie o ile zdążę cyknąć fotki w sezonie truskawkowym, który co prawda w pełni ale jest dla mnie dość mocno gorącym okresem i bynajmniej nie jest to spowodowane staniem przy garze pełnym konfitur... to już mam za sobą... ;)

środa, 7 czerwca 2017

Patent na idealne jajko na miękko, które zawsze wychodzi

Jajko na miękko w moim życiu trzyma się mocno i jak do jajek sadzonych czy na twardo
musiałam dorosnąć tak na jajka na miękko zawładnęły moim sercem odkąd je pamiętam. Niestety mimo wielu nieudolnych prób nie potrafiłam ugotować jajka na miękko w punkt... Wynikało to pewnie z tego, że zazwyczaj miałam szczęście przychodzić na tzw. 'gotowe'. Moim mistrzem gotowania jajek na miękko jest mój teść! Każda próba przygotowania jaj na miękko w jego wykonaniu wychodzi po prostu idealnie! Po latach nieudanych prób postanowiłam po raz ostatni podejść do tematu i pewnego pięknego poranka stwierdziłam, że zrobię pewien eksperyment. O moje zdziwienie eksperyment się powiódł niemniej jednak aby potwierdzić skuteczność tej metody musiałam ugotować kilka porcji jajek w ten sposób aby mieć pewność, że sposób, który Wam tutaj zaprezentuję działa ;) No dobra dość lania wody czas przejść do konkretów.


Sposób na idealne jajko na miękko wg Agi z gotuj się do gotowania! (może ktoś przede mną wpadł na ten pomysł niemniej jednak ja doszłam do niego sama... ;) )


1 jajko z lodówki (zimne) rozmiar M

wrzątek
odrobina soli
kubek emaliowany 0,5l
mały palnik gazowy

Do kubeczka lub garnuszka 0,5l wlać wrzącą wodę (ok.1/2 lub nieco więcej)

Do wody łyżką stołową ostrożnie włożyć jajko.
Włączyć ogień pod garnuszkiem, wsypać odrobinę soli.
Włączyć stoper na 5minut, po tym czasie wyjąć jajo z wrzątku, lekko przestudzić.
Voila! Jajo na miękko gotowe! :)

piątek, 2 czerwca 2017

Placek biszkoptowy z rabarbarem mojej Mamy

Moja mama była mistrzynią w dbaniu o domowe ognisko. Jako dziecko pamiętam jak krzątała się po domu w pośpiechu aby wszystko w domu było dopieszczone i dopracowane w najmniejszych szczegółach. Tak też było z niedzielnym ciastem chociażby się waliło i paliło a na zegarze była 1:00 w nocy moja kochana Mamusia musiała upiec coś na niedzielę dla naszej licznej rodzinki. W zależności od tego jak długim czasem dysponowała takie były nasze niedzielne ciasta. Gdy czasu było mało piekła szybkie nieskomplikowane placki, które wg mnie były właśnie najlepsze! Tak było właśnie z tym przepisem. Ciacho idealne, wilgotne z owocami, po prostu idealne. A co najważniejsze zrobimy je w każdej chwili, bo składniki na nie zawsze mamy w domu :)

Składniki: (na blaszkę o wymiarach 24cm x 28cm)

2szklanki mąki
4 jajka
1 szklanka cukru
1 łyżeczka proszku do pieczenia
1 opakowanie cukru wanilinowego
1 łyżeczka olejku cytrynowego
1/4 szklanki oleju
dowolne owoce (u mnie 4 laski rabarbaru pokrojone w kostkę i zasypane na kwadrans 2 łyżkami cukru)

Jajka ubić z cukrem i cukrem wanilinowym na puszystą masę.
Mąkę przesiać z proszkiem do pieczenia. Łyżka po łyżce stale miksując dodawać do masy jajecznej.
Dobrze połączyć, na koniec cienką stróżką wlać olej. Zmiksować.
Na blaszce wyłożonej papierem wysypać lekko osuszony rabarbar, zalać ciastem.
Wstawić do piekarnika rozgrzanego do 180 stopni i piec około 30-35minut do tzw. suchego patyczka.
Wystudzić, ostrożnie wyjąć z blaszki, odwrócić do góry nogami tak aby owoce były na wierzchu. Posypać cukrem pudrem.
Zajadać :)

środa, 19 kwietnia 2017

Pierogi ruskie z miętą

Z pierogami ruskimi w moim życiu jest bardzo ciekawa historia nie lubiłam ich przeszło 20 lat po czym poszłam na studia i jak to student ma zwyczaju bycie wszystkożerną sprawiło, że rozsmakowałam się w ruskich pierogach :) Skąd moja 20letnia niechęć do ruskich? To jest historia wielopokoleniowa... ;) Mój ś.p. dziadek pałał ogromną niechęcią do wszystkiego co było związane z ówczesnym ZSRR i Rosją na czele stąd ruskie nawet w postaci pierogów w moim domu wstępu nie miały ;) a jak wiadomo skoro nie było ich na stole to i smak ich był dla nas obcy... Na szczęście okazało się, że pierogi ruskie smakują całkiem spoko i od ładnych paru lat od czasu do czasu wychodzą z pod mojej ręki. Odkrycie ostatniego roku to ruskie z miętą! Pyszne a za sprawą dodatku mięty smak nie do podrobienia!

Składniki:
2,5szklanki pszennej mąki
1 szklanka dobrze ciepłej wody

Z mąki i wody zagnieść elastyczne ciasto.

Farsz:
4 duże ziemniaki
250g białego sera
1 duża cebula
1 łyżka świeżo posiekanej mięty lub 1 łyżeczka suszonej mięty

Dodatkowo:
posiekana i podsmażona na złoto cebulka do omaszczenia pierogów

Ziemniaki ugotować i przecisnąć przez praskę (lekko przestudzić).
Twaróg rozgnieść widelcem dodać do ziemniaków.
Na oleju usmażyć na złoto posiekaną cebulę, dodać do ziemniaków.
Do ziemniaków dodać również miętę, sól i pieprz do smaku.
Wyrobić na gładką masę.
Ciasto cienko rozwałkować, wykrawać kółka, nakładać porcję farszu, zalepiać pierogi.
Gotować w posolonym wrzątku 1,5-2minuty od czasu gdy pierogi wypłyną na wierzch.
Okrasić podsmażoną na złoty kolor cebulką.

poniedziałek, 10 kwietnia 2017

Mazurek czekoladowy z PRL

Dzielę się z Wami dzisiaj moim kolejnym Wielkanocnym odkryciem, które musiało czekać na publikację cały
okrągły rok! Dlaczego? Bo jestem z tych nielicznych blogerek, które nie pieką i nie gotują na potrzeby bloga świątecznych potraw na miesiąc przed świętami! Publikuję to co wyjdzie z pod mojej ręki stricte na święta! :) Tak było jest i będzie no chyba, że nadejdzie taki czas, że na blogu zacznę zarabiać miliony... ;)
Wracając do przepisu znalazłam go w książce Kuchnia Polska, którą dostałam od mojego kochanego męża wtedy jeszcze niemęża... ;) Ciasto okazało się wspaniałe do tego stopnia, że chyba swoją wspaniałością prześcignęło mojego ukochanego Mazurka z Masą Kajmakową... :) Serio! :) Jeśli macie mało czasu a chcecie błysnąć przed rodziną własnoręcznie upieczonym mazurkiem musicie spróbować tego przepisu!

Składniki:

Kruche ciasto:
2 szklanki mąki
3 żółtka
1 szklanka śmietany
25 dag masła
1/2 szklanki cukru pudru
1 łyżeczka proszku do pieczenia
3 łyżki bakalii (żurawina, rodzynki, orzechy, skórka pomarańczowa)
bakalie do dekoracji

Krem:
1/2 szklanki mleka
1/2 szklanki cukru
13 dag masła
1,5 szklanki mleka w proszku
1 łyżka kakao

Mąkę i proszek do pieczenia drobno posiekać nożem z masłem, dodać żółtka, śmietanę, masło, cukier szybko zagnieść. Włożyć na 30 minut do lodówki, po tym czasie rozwałkować na grubość 1-2 cm i wyłożyć na posmarowanej tłuszczem blaszce (u mnie na papierze do pieczenia) brzeg ciasta uformować nieco wyżej, Nakłuć widelcem, wstawić do nagrzanego do 180-190 stopni piekarnika i piec ok. 15-20 minut na złoty kolor. Przestudzić.

Przygotować masę:
Mleko, cukier, masło i kakao zagotować na małym ogniu do momentu aż cukier całkowicie się rozpuści. Zdjąć z ognia, dodać przesiane mleko w proszku. Wymieszać na jednolitą masę, dodać bakalie, wyłożyć na upieczone kruche ciasto. Udekorować wg własnego uznania.
Całość odstawić najlepiej na noc by ciasto nieco zmiękło i naszło masą.

piątek, 7 kwietnia 2017

Babka p. Dziuni zalewana wrzącą margaryną

Jestem pewna, że moja miłość do gotowania i pieczenia jest tak mocna i niezmienna od lat, ponieważ od najmłodszych lat byłam świadkiem domowego gotowania i pieczenia głównie w wykonaniu mojej mamy, Babci Stasi oraz od czasu do czasu taty. Tak taty! To właśnie tata był ekspertem od tej babki, na którą przepisu szukałam od lat znalazłam w na jednej z pożółkniętych kartek zeszytu z przepisami mojej mamy, którego strzegę jak największego skarbu, przepis opatrzony nazwą taką jak w tytule wiedziałam, że związany jest właśnie z babką, która od zawsze mimo że była robiona przez mojego tatę nazywa była Babą p. Dziuni :) Babka Pani Dziuni to smak dzieciństwa. wspaniała wilgotna, nieodzowna towarzyszka wielkanocnego stołu w moim domu. Dość wspomnień czas na przepis! <3

Co potrzebujemy aby upiec babkę Pani Dziuni?


Składniki:

5 jajek
1 i 1/2 szklanki cukru 
250g margaryny (lub 200g masła - ja dałam masło)
1 i 1/4szkl. mąki pszennej
1 i 1/4 mąki ziemniaczanej
1 łyżeczka proszku do pieczenia 
1 łyżeczka olejku cytrynowego
skórka otarta z 1 cytryny

Jak upiec babkę Pani Dziuni?



Obie mąki wymieszać z proszkiem do pieczenia i otartą skórką cytrynową, przesiać do miski.
Jajka utrzeć na puch z cukrem.
Margarynę/masło rozpuścić w rondelku.
Gorący tłuszcz wlać wolnym strumieniem do jajek nie przestając miksować.
Stale miksując dodawać łyżka po łyżce wymieszane z proszkiem do pieczenia mąki.
Miksując do momentu aż tłuszcz w cieście zacznie stygnąć a ciasto zacznie gęstnieć. Pod koniec dodać olejek cytrynowy.
Wylać do formy na babkę wysmarowanej tłuszczem i wysypanej bułką tartą.
Piec w 180stopniach przez 45-50minut do tzw. suchego patyczka.
Przestudzoną babkę oprószyć cukrem pudrem.

poniedziałek, 3 kwietnia 2017

Babka gotowana

To jest przepis, który odkryłam za sprawą zeszłorocznych wielkanocnych poczynań kulinarnych. Tak się złożyło, że Wielkanoc zeszła się z montażem mojej ukochanej nowej kuchni :) Aby kuchnię wyposażyć w małe drobiazgi, których nam brakowało pojechałam z moim M. do Społem (mój ulubiony sklep z drobiazgami do kuchni! :) ) Tam napotkałam foremkę, którą widziałam niejednokrotnie w internecie - tzw. formę budyniową! Długo się nie namyślając dokonałam zakupu, którego z pewnością nie żałuję, bo gotowana babka to nowy wymiar babkowego smaku! :D Cudownie wilgotna no i najważniejsza rzecz - do jej wykonania nie potrzeba piekarnika aby ją przygotować, wystarczy duży garnek z wodą. Przepis mam z... foremki! :) Po przywiezieniu formy do domu okazało się, że w foremce była karteczka z przepisem, który postanowiłam wykorzystać. Wyszło pysznie i z pewnością w tym roku szykuję powtórkę... ;)

Składniki:
6 jajek
kostka masła/margaryny
25 dag cukru
20 dag mąki pszennej
1 mały proszek do pieczenia (1 łyżka)
skórka otarta z 1 cytryny
kilka kropel olejku cytrynowego lub pomarańczowego

Masło utrzeć z cukrem na puch, stopniowo dodawać po 1 jajku stale ucierając.
Gdy powstanie gładka masa łyżka po łyżce dodawać mąkę wymieszaną z proszkiem do pieczenia i skórką cytrynową, na koniec dodać olejek.
Nasmarować formę tłuszczem.
Ciasto przełożyć do formy.
Zamknąć dekielkiem. Wstawić do garnka z wrzącą wodą tak aby 3/4 wysokości formy  było zanurzone we wrzącej wodzie. Garnek przykryć pokrywką i gotować na wolnym ogniu 1 godzinę i 15 minut. Po tym czasie formę wyjąć z wody i wyłożyć ciasto tak aby odparowało. 
Przestudzone ciasto polać polewą czekoladową lub kakaową (Przepis na polewę tutaj).

środa, 22 marca 2017

Zrazy z karkówki.

Zrazy, zraziki, zrazunie! Oooo tak! To jest ewidentnie coś co mi się nigdy nie znudzi! Tym bardziej jestem dumna, że wreszcie ujrzały światło dzienne na moim blogu! Jako podrośnięta adeptka sztuki kulinarnej chodzę dumna niczym paw za sprawą tych małych mięsnych pakunków! Nie przeszkadza mi nawet to, że zaraz może ktoś mnie skrytykować, że zrazy to z wołowiny a nie z wieprzka! Duma mnie rozpiera i polecam wszystkim wypróbować przepis, bo naprawdę warto! 

Co potrzebujemy aby przygotować zrazy z karkówki?


Składniki: (na ok. 15małych zrazików)
500-600g karkówki
ogórki kiszone
1 spora biała cebula
20 dag swojskiej kiełbasy
musztarda
sól, pieprz
nić do związania
smalec do smażenia
2 liści laurowych
3-4 ziarnka ziela angielskiego
2 łyżki śmietany do zup i sosów (gęsta z Piątnicy 18%)
1/2szklanki zimnej wody
2 łyżki mąki pszennej

Jak przygotować zrazy z karkówki?


Mięso pokroić na dość cienkie kotlety.
Rozbić tłuczkiem, każdy kawałek oprószyć solą i pieprzem.
Na każdym plastrze rozsmarować łyżeczkę musztardy, ułożyć po kawałku ogórka (ćwiartka krojona wzdłuż), kilka piórek cebuli, i paseczek kiełbasy, całość zawinąć dość ciasno w roladkę, zawiązać nicią.
Gotowe zrazy smażyć na złoto-brązowo na smalcu.Podsmażone zrazy można wyjąć na chwilę z garnka aby pozbyć się nici (ja sobie o tym zapomniałam każdy na talerzu musiał z nicią radzić sobie sam... ;) ) Następnie podlać wodą tak aby roladki w pełni zostały zakryte wodą. Dodać liść laurowy i ziele angielskie. Dusić na małym ogniu
przez około 40-45minut.
Po tym czasie wyjąć roladki. W miseczce rozrobić mąkę z zimną wodą i śmietaną, wlać kilka łyżek gorącego wywaru aby zahartować śmietanę. Całość wlać do gotującego się sosu, energicznie wymieszać aby nie powstały grudki, zagotować. Dodać zrazy, gotować przez kilka minut całość od czasu do czasu mieszając.
Podawać z ziemniakami, kluseczkami czy kaszą najlepiej w
towarzystwie sałatki z buraczków.

środa, 5 października 2016

Pierogi z MasterChefa (z kindziukiem i kaszą gryczaną)

Hah! Tego postu również miało nie być jednak mój udział w MCh wzbudził wśród znajomych bliższych, dalszych a nawet tych zupełnie obcych ludzi tyle sympatii i dobrych emocji, że wrzucam przepis na pierogi, których zbyt mała ilość rozwścieczyła Magdę Gessler do czerwoności i rzucania talerzem! :)
Historia brakującego pieroga tak miał nazywać się dzisiejszy wpis jednak pomyślałam, że historia z brakującym pierogiem nie jest aż tak chwytliwa i postanowiłam nazwać je pospolicie, normalnie :)
Przepis na te pierogi miałam w swoim zaciszu kuchennym od dłuższego czasu kiedy to na Warsztatach Boscha Tomasz Jakubiak podpowiedział mi abym do moich pospolitych gryczanych z serem dodała kindziuka i długodojrzewający ser, jak poradził tak uczyniłam! Po powrocie do domu postanowiłam pierogi zrobić po swojemu owszem skorzystałam z rady wspaniałego szefa kuchni i kindziuk pozostał na pierwszym miejscu w farszu jednak porzuciłam dodatek sera dojrzewające na poczet naszego pospolitego sera białego i solidnej dawki pieprzu ziołowego. Wyszło jak? Obłędnie dobrze! Tak dobrze, że po skończonym lepieniu w programie (a raczej przerwanym, bo nie zdążyłam) ekipa montująca program podjadała mi go z miski :) No to chyba zły nie był? ;)
Przyznam szczerze i bez bicia, że mimo, że uwaga p. Magdy Gessler nie zrobiła na mnie większego wrażenia to jednak przez pewien czas z lepienia pierogów się wyleczyłam ;) Na szczęście trwało to krótko i już po kilku tygodniach zabrałam się za ponowne lepienie.
Pierogi z kindziukiem i kaszą są po prostu pyszne i Ci, którzy chcą ich zjeść do syta niech sobie nie udzielają, nie bawią się w porcje jak u Amaro i nagotują konkretny gar tak aby wszysycy mogli się najeść... ;)

Składniki:
50g kaszy gryczanej
12-15dag białego sera
8-10 plasterków kindziuka
1 mała cebulka
1/2 łyżeczki pieprzu ziołowego
łyżeczka majeranku


Ulubione ciasto na pierogi u mnie woda gorącą woda odrobina soli.

Kaszę ugotować. Przestudzić.
Na patelni rozgrzać łyżkę oleju, podsmażyć drobno pokrojonego kindziuka.
Podsmażoną kiełbasę dodać do kaszy wymieszanej z białym serem.
Na tej samej patelni rozgrzać łyżkę oleju i podsmażyć drobno posiekaną cebulkę. Usmażoną cebulę dodać do kaszy. Przyprawić pieprzem ziołowym, majerankiem i odrobiną zwykłego pieprzu.
Farsz dokładnie wymieszać.

Ciasto rozwałkować cienko.
Szklanką wykrawać kółka, kłaść porcję farszu i zalepiać. Gotować w posolonym wrzątku 2min. od czasu wypłynięcia (na wolnym ogniu).
Gotowe pierogi polać masłem lub okrasić usmażona na złoto cebulką :)

piątek, 16 września 2016

Dżem malinowo-bananowy

Dżem malinowy kojarzy mi się nierozłącznie z moim dzieciństwem moja kochana mamusia robiła go jak tylko pojawiały się maliny. Smak tego dżemu pamiętam do dzisiaj był cudownie słodki i kwaskowaty zarazem. W połączeniu z maślanym rogalem tworzył duet idealny! W tym roku dzięki Arturowi zostałam szczęśliwą posiadaczką 7kg malin! Ach jaka byłam szczęśliwa, że pierwszy raz w życiu nie muszę sobie udzielać malinek! Z 7kg powstały więc dżemy, soki, maliny w cukrze oraz maliny mrożone - idealne do ożywienia smutnej zimowej rzeczywistości, która już niedługo wedrze się w nasz klimat! Dzisiaj na tapetę idzie dżem malinowo-bananowy, który robiła moja mama (przynajmniej ja tak twierdzę - moja siostra tego nie pamięta). Nie wiem jak Wy ale mnie totalnie urzekły przetwory w małych słoiczkach, które nie dość, że wyglądają bajecznie to do tego są bardzo praktyczne, bo nie zalegają niedojedzone w lodówce. Takie małe przetwory po prostu zjada się na raz i po kłopocie! Aby zaopatrzyć się w nową porcje małych, ślicznych słoiczków postanowiłam wybrać się do mojego lokalnego wiejskiego sklepu Od i Do gdzie z szerokim uśmiechem przywitała mnie moja ulubiona ekspedientka Dorotka! Jak wielkie było moje zdziwienie i zachwyt gdy okazało się, że obok żelfixów, dżemiksów i innych fixów stała sobie szara paczuszka pektyny!! Długo się nie zastanawiając wyszarpałam jedną do swojego koszyka i
pospiesznie uiściłam za nią należność po czym z prędkością pędzącego pendolino pognałam na swojej białej strzale do domu gotować dżem! :) Dżem wyszedł genialny, nie za słodki, nie za kwaśny a do tego za sprawą pektyny idealnie gęsty! Dżem malinowy to przysłowiowa bułka z masłem pod warunkiem, że mamy solidny garnek z grubym nieprzywierającym dnem więc polecam Wam się zaopatrzyć w takowy i wykorzystać maliny póki są! Podobno w tym roku ich ceny są wyjątkowo niskie!!

Składniki:

2kg malin
2 banany
30g paktyny do dżemów (na 2kg owoców i 1kg cukru)
1,5 szklanki cukru kokosowego, ksylitolu a dla mogacych i lubiących zwykły poczciwy cukier biały kryształ.

Maliny przebrać i wrzucić do dużego garnka grubym dnie. Zasypać 1 szklanką cukru.
Gotować do momentu aż maliny puszczą sok i część z nich sie rozpadnie (część powinna zostać w całości), dodać pokrojone w kostkę banany.
Pektynę wymieszać z 1/2 szklanki cukru dodać do gotującego się dżemu i energicznie wymieszać do momentu całkowitego rozpuszczenia.
Dżem zagotować, zebrać pianę (jeśli się takowa utworzy), gorący dżem przelać do słoików. dla tych bardziej strachliwych zapasteryzować 10min od momentu zagotowania. Dla odważnych zakręcić słoik, postawić do góry dnem i wystudzić.

Printfriendly