nadejściem niespodziewanej paczki od firmy Soligrano - Marki Zakochanej w Zbożach. W tajemniczym pakunku znalazłam mnóstwo pysznych zbóż ekspandowanych w tym również produktów BIO, które powiem Wam w tajemnicy od niedawna uwielbiam! W dobie chmikalizacji wszystkiego co się da takie firmy i takie produkty są w mojej kuchni na wagę złota! Dzięki Soligrano posmakuję różnych wariantów zbóż ekspandowanych zarówno tych na słodko za sprawą Jagły z truskawkami czy Żyta z cynamonem z serii Make My Day czy na słono za sprawą Delikatnego Jęczmienia z Nieśmiałym Groszkiem lub Rozkosznej Pszenicy i Południowej Oliwki z serii l'Apetite. Swoją drogą nie tylko samo produkt w środku skradł moje serce ale również szata graficzna opakowań sprawia, że naprawdę cieszą oko i chce się je spałaszować raz dwa! :) Po solidnej dawce przekąsek na słodko i słono kropkę nad przysłowiowym 'i' stawia Orkisz ekspandowany z jagodami z serii Bio, bo nie dość, że orkisz, który kocham to jeszcze bio! :) Jak dla mnie nie ma nic lepszego na Mikołajki jak dostać solidną porcję pysznych zbóż. Dziękuję bardzo Soligrano za miłą niespodziankę z pewnością będę wracać do Waszych produktów w swojej kuchni! A tymczasem śmigam coś upitrasić! ;)
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Recenzje. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Recenzje. Pokaż wszystkie posty
środa, 6 grudnia 2017
Mikołajkowy prezent od Soligrano
Moje Mikołajki rozpoczęły się już wczoraj wraz z
nadejściem niespodziewanej paczki od firmy Soligrano - Marki Zakochanej w Zbożach. W tajemniczym pakunku znalazłam mnóstwo pysznych zbóż ekspandowanych w tym również produktów BIO, które powiem Wam w tajemnicy od niedawna uwielbiam! W dobie chmikalizacji wszystkiego co się da takie firmy i takie produkty są w mojej kuchni na wagę złota! Dzięki Soligrano posmakuję różnych wariantów zbóż ekspandowanych zarówno tych na słodko za sprawą Jagły z truskawkami czy Żyta z cynamonem z serii Make My Day czy na słono za sprawą Delikatnego Jęczmienia z Nieśmiałym Groszkiem lub Rozkosznej Pszenicy i Południowej Oliwki z serii l'Apetite. Swoją drogą nie tylko samo produkt w środku skradł moje serce ale również szata graficzna opakowań sprawia, że naprawdę cieszą oko i chce się je spałaszować raz dwa! :) Po solidnej dawce przekąsek na słodko i słono kropkę nad przysłowiowym 'i' stawia Orkisz ekspandowany z jagodami z serii Bio, bo nie dość, że orkisz, który kocham to jeszcze bio! :) Jak dla mnie nie ma nic lepszego na Mikołajki jak dostać solidną porcję pysznych zbóż. Dziękuję bardzo Soligrano za miłą niespodziankę z pewnością będę wracać do Waszych produktów w swojej kuchni! A tymczasem śmigam coś upitrasić! ;)
nadejściem niespodziewanej paczki od firmy Soligrano - Marki Zakochanej w Zbożach. W tajemniczym pakunku znalazłam mnóstwo pysznych zbóż ekspandowanych w tym również produktów BIO, które powiem Wam w tajemnicy od niedawna uwielbiam! W dobie chmikalizacji wszystkiego co się da takie firmy i takie produkty są w mojej kuchni na wagę złota! Dzięki Soligrano posmakuję różnych wariantów zbóż ekspandowanych zarówno tych na słodko za sprawą Jagły z truskawkami czy Żyta z cynamonem z serii Make My Day czy na słono za sprawą Delikatnego Jęczmienia z Nieśmiałym Groszkiem lub Rozkosznej Pszenicy i Południowej Oliwki z serii l'Apetite. Swoją drogą nie tylko samo produkt w środku skradł moje serce ale również szata graficzna opakowań sprawia, że naprawdę cieszą oko i chce się je spałaszować raz dwa! :) Po solidnej dawce przekąsek na słodko i słono kropkę nad przysłowiowym 'i' stawia Orkisz ekspandowany z jagodami z serii Bio, bo nie dość, że orkisz, który kocham to jeszcze bio! :) Jak dla mnie nie ma nic lepszego na Mikołajki jak dostać solidną porcję pysznych zbóż. Dziękuję bardzo Soligrano za miłą niespodziankę z pewnością będę wracać do Waszych produktów w swojej kuchni! A tymczasem śmigam coś upitrasić! ;)
piątek, 27 października 2017
Cytrynowe ciasteczka owsiane
W mojej obecnej sytuacji desery, których przygotowanie zajmuje mniej niż 30minut są na
wagę złota. Przeglądając książkę @KingiParuzel wpadł mi w oko przepis na dzisiejsze ciasteczka - proste, przepyszne a do tego w zasadzie nie takie 'niezdrowe' a już na pewno zdrowsze od wszystkich dostępnych w sklepie na wagę przynajmniej wiadomo co jest w ich składzie. Do kawki lub jesiennej herbatki te małe chrupiące co nieco jest idealne. Takie ciastka zapakowane w piękną puszkę mogą być również wspaniałym prezentem dla bliskich a jeśli szukamy innych prezentowych inspiracji warto odwiedzić stronę eprezenty.pl gdzie jest cała masa wspaniałych drobiazgów, które uszczęśliwią cały przekrój rodziny i przyjaciół e-prezenty.pl aż kipi od różnych różności czekających na obdarowanie bliskich nam osób. Osobiście moje serce skradły stoliki śniadaniowe, które świetnie sprawdzają się zarówno do serwowania eleganckich śniadań jak również moich bloggerskich poczynań e-prezenty i liczę na dalszą współpracę... :)
od cioci Bożenki lubiącej piec ciasta przez dziadka Władka kochającego wędkowanie po małego berbecia Antka, dla którego szukać będziecie prezentu z okazji chrzcin lub narodzin... Strona
fotograficznych. Grawer w postaci nazwy mojego bloga to już totalny odlot cieszę się nim niczym małe dziecko z nowej zabawki... ;) Dziękuję
wagę złota. Przeglądając książkę @KingiParuzel wpadł mi w oko przepis na dzisiejsze ciasteczka - proste, przepyszne a do tego w zasadzie nie takie 'niezdrowe' a już na pewno zdrowsze od wszystkich dostępnych w sklepie na wagę przynajmniej wiadomo co jest w ich składzie. Do kawki lub jesiennej herbatki te małe chrupiące co nieco jest idealne. Takie ciastka zapakowane w piękną puszkę mogą być również wspaniałym prezentem dla bliskich a jeśli szukamy innych prezentowych inspiracji warto odwiedzić stronę eprezenty.pl gdzie jest cała masa wspaniałych drobiazgów, które uszczęśliwią cały przekrój rodziny i przyjaciół e-prezenty.pl aż kipi od różnych różności czekających na obdarowanie bliskich nam osób. Osobiście moje serce skradły stoliki śniadaniowe, które świetnie sprawdzają się zarówno do serwowania eleganckich śniadań jak również moich bloggerskich poczynań e-prezenty i liczę na dalszą współpracę... :)od cioci Bożenki lubiącej piec ciasta przez dziadka Władka kochającego wędkowanie po małego berbecia Antka, dla którego szukać będziecie prezentu z okazji chrzcin lub narodzin... Strona
fotograficznych. Grawer w postaci nazwy mojego bloga to już totalny odlot cieszę się nim niczym małe dziecko z nowej zabawki... ;) Dziękuję
Składniki: (na 20-25 sztuk)
50g mąki pszennej razowej
50g zmielonych ziaren podprażonego słonecznika
100g płatków owsianych
50g cukru trzcinowego
2 łyżki mleka
100g masła
starta skórka z wyszorowanej i wyparzonej cytryny
1 łyżeczka proszku do pieczenia
1/2 łyżeczki sody oczyszczonej
szczypta soli
Płatki owsiane wraz z cukrem zmiksować na mąkę.
Mąkę pszenną razową, zmielone ziarna słonecznika, zmiksowane płatki, proszek do pieczenia, sól i sodę wymieszać. Dodać miękkie masło, mleko oraz skórkę otartą z cytryny. Całość zagnieść, zawinąć w folię, schłodzić przez 30minut w lodówce.
Piekarnik rozgrzać do 180 stopni. Blachę wyłożyć papierem do pieczenia.
Ciasto rozwałkować na grubość około 4mm, podsypując mąką razową, gdyby się przyklejało do blatu. Wycinać kółka średnicy ok.6cm. Przygotowane ciastka układać na blasze w odstępach 1,5cm i piec ok. 15minut do momentu kiedy będą złote. Ostrożnie przełożyć na kratkę do ostudzenia.
poniedziałek, 23 października 2017
Żurawinowy grzaniec bezalkoholowy w Kubku Lea Tea Sagaform
Będąc kobietą pracującą kilkakrotnie w swojej firmowej kuchni podpatrywałam ludzi posiadających porcelanowe kubki z silikonową pokrywką o przeróżnych wzorach i kolorach. Takowe kubki bardzo mi się podobały, bo nie dość, że sprawiały, że kawa czy herbata podczas pracy była dłużej ciepła to i oko cieszyły gdy monotonia pracy za biurkiem dopadała człowieka nie wiadomo skąd i nie wiadomo kiedy. Wraz z przejściem na urlop macierzyński i podjęciem zupełnie innych zadań 'zawodowych' o kubku moich marzeń zapomniałam chociaż jak się okazuje zupełnie bezcelowo, ponieważ ze względu na wymagającego szefa moja poranna kawa notorycznie jest zimna i dopijana w okolicach południa... ;) Z odsieczą dla matki Polki borykającą się z problemem zimnej kawy przyszedł internetowy sklep Tarka i Miarka, za sprawą którego stałam się posiadaczką wspaniałego kubka z serii Lea Tea Sagaform. Dla zabieganej Matki Polki i jej notorycznie zimnej kawy/herbaty gadżet niezbędny. Gadżet praktyczny! Jego dodatkowym atutem jest metalowe sitko, które skutecznie zatrzymuje herbaciane fusy a więc moja ulubiona zielona herbata nie będzie nigdy więcej cedzona przez zęby... ;) Kubek Lea Tea Sagaform jest jak dla mnie idealny! :) Dziękuję Ci @Tarka i Miarka za wybawienie mnie od problemu zimnej kawy a przy okazji oświecenie mnie, że taki fajny sklep jest w sieci. Poza kubkami znajdziecie tam całe mnóstwo różnych pięknych i designerskich 'przydasiów' do kuchni, jadalni i domu :)
A teraz czas na przepis, który rozgrzeje największych zmarzliuchów a wszystkim cierpiącym na jesienną depresję poprawi humor i umili czas w oczekiwaniu na wiosnę! :) Przepis powstał spontanicznie głównie z mojej tęsknoty do grzanego wina, którego jako matka karmiąca pić nie mogę. Ten żurawinowy grzaniec jest miłą namiastką smaku prawdziwego grzańca polecam wypróbować wszystkim fanom grzańców i innych aromatycznych zimowych napojów! :)Składniki: (na 1 kubek grzańca)
3/4 szklanki mrożonej lub świeżej żurawiny
3/4 szklanki wody
1 łyżka miodu
2 goździki
solidna szczypta cynamonu
1 gruby plaster pomarańczy pokrojony na ćwiartki
W rondelku zagotować żurawinę, wodę, goździki i szczyptę cynamonu. Gdy całość zacznie wrzeć tłuczkiem do ziemniaków rozgnieść żurawinę i gotować jeszcze 2-3 minuty.
Całość posłodzić miodem, dodać plastry pomarańczy (lekko wycisnąć), sączyć przy dobrej muzyce i pod ciepłym kocykiem.
środa, 14 września 2016
Moja przygoda z Master Chefem
Mimo, że obiecałam sobie, że na blogu o tym nie wspomnę to ze względu na ogrom miłych słów i wiadomości zarówno od znajomych jak i ludzi zupełnie mi obcych muszę podzielić się z Wami moją krótką relacją na temat mojej ultraszybkiej kulinarnej kariery w TV, która skończyła się tak samo szybko jak się zaczęła ;) Mimo,
że epizod z tym programem był dość krótki i podsumowałabym go jednym
zdaniem: 'Showbiz mnie połknął i wypluł tego samego dnia' ;) To postaram
się Wam przybliżyć moje kulinarne zmagania i Master Chefowe przygody :) Do Master Chefa zgłosiłam się wczesną wiosną tego roku po przejściu Pre-Castingu w Warszawie dostałam się na Casting główny w Krakowie gdzie miałam okazję zaprezentować się przed znanym wszystkim trzyosobowym Jury i usłyszeć, że trzy pierogi to bezczelność od p. Gessler. W mojej super szybkiej Master Chefowej przygodzie towarzyszył mi mój M. oraz Judyta z Kamilem, którzy jak wiadomo nie od dziś są moimi wiernymi testerami :))
Zanim trafiłam na nagrania do Krakowa na warszawskim pre-castingu zaserwowałam wiejskie ragu oraz deser, z musem rabarbarowo-imbirowym, na który przepis znajdziecie tutaj. W Warszawie było mi dane spotkać uczestników poprzednich edycji z Damianem Kordasem na czele - to był niewątpliwie jeden z najfajniejszych momentów w Master Chefie.
Zanim usłyszałam kultowe już 'To jest bezczelność' i przeżyłam na własnej skórze rzucenie talerzem muszę przyznać, że Master Chef to była fajna przygoda. Zobaczyć produkcję dużego programu od kuchni - bezcenne! Mimo wszystko (może teraz ktoś stwierdzi, że mówię tak, bo się dalej nie dostałam) ale szczerze mówiąc to powiem Wam, że kamień z serca, że na Castingu moja historia się zakończyła. Po prostu flesze, kamery i cała zakulisowa produkcja to nie dla mnie ;) Cieszę się jednak, że spróbowałam i na liście rzeczy do zrobienia w moim życiu udział w Master Chefie został odhaczony! :)
Jeśli chodzi o jedzenie, które zaserwowałam, tak, zgadzam się z tym, że pierogów mogło być więcej niemniej jednak były smaczne! ;) O czym niekoniecznie mogliście z programu się dowiedzieć. Farsz do pierogów ludzie wyjadali łyżką więc sądzę, że im smakował ;) Rownież p. Ania i Michelle je pochwalili :)
Co wyniosłam z programu Master Chef? Kilku nowych znajomych Ula, pozdrawiam Cię serdecznie!! Świadomość, że TV to jednak nie jest miejsce dla mnie oraz to, że uśmiech to najbardziej drażniąca ludzi rzecz na świecie... ;) Nie ma lepszego sposobu na zdenerwowanie już nastroszonego negatywnie człowieka niż szeroki, szczery uśmiech! :) Dlatego kończąc już ten wpis chciałam powiedzieć Wam, że po przygodzie z Master Chefem uśmiecham się do ludzi jeszcze szerzej! Jednych to irytuje na szczęście większości choć trochę poprawia nastrój! :)
Pozdrawiam Was serdecznie, dziękuję za każdy przejaw wsparcia i obiecuję, że gotować nie przestanę.
Oczywiście w tym słodkim miodzie płynącym od znanych i nieznanych jest równiez łyżka dziekciu, gdzie lokalni hejterzy stwierdzili, że zawaliłam, poległam, byłam beznadziejna i się głupio uśmiechałam no ale cóż takich przypadków się nie przeskoczy lokalni hejterzy byli, są i będą na szczęście już za tydzień, dwa znajdą sobie z pewnością inny obiekt do plotkowania! ;)
Wiecznie uśmiechnięta i zadowolona Agnieszka! :)
czwartek, 9 czerwca 2016
Smaki Kanady wg Charliego z Master Chefa w Pracowni Smaku Joli Kleser.
Jakiś czas temu miałam okazję uczestniczyć w warsztatach kulinarnych zorganizowanych w studio Pracownia Smaku Joli Kleser! Był to mój prezent urodzinowo-imieninowy, który postanowiłam sobie zafundować z zebranych wcześniej pieniężnych prezentów :) Warsztaty jak najbardziej zaliczam do udanych i taki, które na długo zostaną w mojej pamięci.
Tytuł Warsztatów to: Smaki Kanady. Zaprezentowane oczywiście przez jednego z najpopularniejszych Kanadyjczyków w naszym kraju - Charles'a Daigneault'a finalistę
Master Chefa! Charlie okazał się serdecznym, zabawnym i otwartym gościem, który ani przez chwilę, nie sprawia wrażenia wielkiego kulinarnego celebryty! Jak już wspomniałam tematem warsztatów były smaki Kanady stąd w przygotowanym przez nas menu znalazł się homar, przegrzebki oraz ptysie z kremem angielskim a żeby nie było do końca kanadyjsko to był również pstrąg, którego nauczyłam się filetować rękami!! Niesamowita, prosta czynność, na którą sama w życiu bym nie wpadła! ;)
Miejsce, w którym odbyła się cała impreza to Pracownia Smaku Joli Kleser, która widać, że całe serce włożyła w to miejsce! Urządzone z gustem pomieszczenia przenoszą nas w industrialny klimat a przestronna kuchnia sprawia, że każdy gotujący ma wystarczająco miejsca by zgłębiać tajniki wiedzy kulinarnej w praktyce.
Tytuł Warsztatów to: Smaki Kanady. Zaprezentowane oczywiście przez jednego z najpopularniejszych Kanadyjczyków w naszym kraju - Charles'a Daigneault'a finalistę
Master Chefa! Charlie okazał się serdecznym, zabawnym i otwartym gościem, który ani przez chwilę, nie sprawia wrażenia wielkiego kulinarnego celebryty! Jak już wspomniałam tematem warsztatów były smaki Kanady stąd w przygotowanym przez nas menu znalazł się homar, przegrzebki oraz ptysie z kremem angielskim a żeby nie było do końca kanadyjsko to był również pstrąg, którego nauczyłam się filetować rękami!! Niesamowita, prosta czynność, na którą sama w życiu bym nie wpadła! ;)
Miejsce, w którym odbyła się cała impreza to Pracownia Smaku Joli Kleser, która widać, że całe serce włożyła w to miejsce! Urządzone z gustem pomieszczenia przenoszą nas w industrialny klimat a przestronna kuchnia sprawia, że każdy gotujący ma wystarczająco miejsca by zgłębiać tajniki wiedzy kulinarnej w praktyce.
Obok cudownie urządzonej i wyposażonej sprzętami marki SMEG kuchni tuż za ścianą znajduje się cudowna sala z ogromnym stołem, przy którym wszyscy uczestnicy mogą zasiąść i skonsumować to, co wcześniej w pocie czoła przygotowali. Miejsce po prostu cudowne, polecam wszystkim!
Po wytężonej pracy w kuchni był czas na odpoczynek i wspólne podjadanie przy ogromnym stole co wprawiło wszystkich w klimat domowej uczty i sprawiło, że miałam wrażenie, że znam tych ludzi od lat!
Na koniec dodam, że całości dopełniała gospodyni imprezy i tego miejsca - Jola, która swoim ciepłem i pozytywnym nastawieniem wprawiała wszystkich we wspaniały humor i napawała jeszcze większą chęcia wspólnego gotowania.
Jeśli nadarzy się okazja z pewnością będę chciała ponownie zagościć w progach Pracowni Smaku, która jest miejscem magicznym i idealnym do zgłębiania smaków, zapachów i wszystkiego co w kuchni powstaje ale cóż się dziwić przecież to PRACOWNIA SMAKU ;)
Warsztaty rozpoczęły się oficjalnym otwarciem i przywitaniem wszystkich uczestników. Gotowaliśmy w kameralnym gronie, bo liczba kursantów nie przekroczyła 20 osób co zdecydowanie było na plus, bo każdy miał okazję nauczyć się czegoś nowego, zapytać Charliego o cenne wskazówki oraz po prostu podglądać jak mu sprytnie wychodzi gotowanie :) Jak to na takich warsztatach bywa oczywiście powstały spontaniczne dania, niezwykle pyszne i inspirujące.
Po przywitaniu każdy miał za zadanie filetować pstrąga w sposób zaprezentowany przez Charliego. Z filetów powstało carpaccio natomiast z części odpadkowej pyszny wywar, który posłużył nam potem do sosu.
![]() |
| Smażony na maśle filet z pstrąga z chipsem ze skóry i blanszowanymi warzywami |
Obok pstrąga na tapetę został wzięty homar , który nie ukrywam, że wzbudził we mnie największe zainteresowanie i podziw! Podziw szedł na równi z rozsmakowaniem, ponieważ okazał się pyszny! Wraz z Charliem przygotowaliśmy z niego farsz do koszyczków z ciasta filo - wyszło przepyszne!
![]() |
| Przegrzebki |
Po homarze przyszedł czas na przegrzebki, które serca mojego nie skradły niemniej jednak mam je odhaczone na swojej liście, rzeczy, które jadłam ale niekoniecznie, które będę jeść z przyjemnością za każdym razem gdy będzie ku temu okazja. W tej sferze jestem jednak tradycjonalistką i urok przegrzebek wrażenia na mnie nie zrobił ba! Został mocno przyćmiony brylującym na salonach filetem z pstrąga, który był usmażony na maśle i podany z blanszowanymi warzywami o tak! To były moje smaki! :) Z całych przegrzebek najbardziej smakował mi sos, który Charlie do nich zaserwował z pewnością wykorzystam go u siebie w domu, bo był naprawdę przepyszny, białe wino, suszone pomidory, zioła, cebulka i śmietanka 30% stworzyły jak dla mnie sos idealny! Zresztą każdy z uczestników wyjadał go wprost z patelni!
![]() |
| Ptysie z kremem angielskim |
Kolejną rzeczą, która może wydać się dla niektórych banalna było zdobycie wiedzy jak zrobić nitki z karmelu! Teraz już wiem i powiem Wam szczerze, że tzw. kopara mi opadła gdy zobaczyłam jakie to proste!! Moją szczęką na podłodze szczerze rozbawiłam gospodarza tych warsztatów! ;) Nitki karmelowe posłużyły do dekoracji ptysi z kremem angielskim, które również były przepyszne! Tutaj na chwilkę się zatrzymam, ponieważ muszę się pochwalić, że właśnie u Joli w Pracowni Smaku po raz pierwszy własnoręcznie zrobiłam krem angielski i powiem więcej wyszedł pyszny! Z pewnością niejednokrotnie będę go powtarzać w domu.
Po wytężonej pracy w kuchni był czas na odpoczynek i wspólne podjadanie przy ogromnym stole co wprawiło wszystkich w klimat domowej uczty i sprawiło, że miałam wrażenie, że znam tych ludzi od lat!
Na koniec dodam, że całości dopełniała gospodyni imprezy i tego miejsca - Jola, która swoim ciepłem i pozytywnym nastawieniem wprawiała wszystkich we wspaniały humor i napawała jeszcze większą chęcia wspólnego gotowania.
Jeśli nadarzy się okazja z pewnością będę chciała ponownie zagościć w progach Pracowni Smaku, która jest miejscem magicznym i idealnym do zgłębiania smaków, zapachów i wszystkiego co w kuchni powstaje ale cóż się dziwić przecież to PRACOWNIA SMAKU ;)
Zdjęcia zrobione przez Jolę i opublikowane na profilu fb Pracownia Smaku Jolanta Kleser wszystkich zapraszam do polubienia o śledzenia jej profilu :)
poniedziałek, 2 maja 2016
Lifting bloga - początek ciekawej i inspirującej współpracy z Lord Project!
Stali czytelnicy mogą zauważyć, że mój blog przeszedł lifting! Strona zyskała przepiękne logo, które wykonała moja znajoma Judyta z Lord Project. Z Judytą poznałam się w Radzionkowie na świątecznych warsztatach kulinarnych organizowanych przez Kingę Paruzel, od razu poczułyśmy braterstwo dusz i przez cały dzień działałyśmy jak dobrze zgrany team! Nasza znajomość na warsztatach się nie skończyła, stale mamy ze sobą kontakt, lubimy pisać i wymieniać poglądy na tematy wszelakie! Pewnego wieczoru dostałam od niej wiadomość, w której zaproponowała połączenie sił i współpracę na blogowej płaszczyźnie. Łącząc siły ja dostarczam obiekt kulinarny czyli prościej mówiąc gotuję-robię to co lubię jednym słowem spełniam się, zaś Judyta robi z tego obiektu prawdziwe dzieło kulinarne i również wyżywa się artystycznie - robi piękne zdjęcia! Czyli połączenie idealne, każda strona jest zadowolona! :)
Mam nadzieję, że już wkrótce będziecie mieć okazję podziwiać piękne fotografie moich dań zarówno tych, które są już na blogu jak również tych, które dopiero ujrzą blogowe światło!
Dzięki Judycie i jej graficznym zdolnościom jestem szczęśliwą posiadaczką własnego cudownego logo, o którym marzyłam co najmniej od roku!! Świeży powiew wleciał na bloga i mam nadzieję, że będzie niósł mnie i moje poczynania kulinarne coraz wyżej i dalej a Wy w tej wędrówce będziecie mi towarzyszyć i gotować razem ze mną! :)
Mam nadzieję, że już wkrótce będziecie mieć okazję podziwiać piękne fotografie moich dań zarówno tych, które są już na blogu jak również tych, które dopiero ujrzą blogowe światło!
Dzięki Judycie i jej graficznym zdolnościom jestem szczęśliwą posiadaczką własnego cudownego logo, o którym marzyłam co najmniej od roku!! Świeży powiew wleciał na bloga i mam nadzieję, że będzie niósł mnie i moje poczynania kulinarne coraz wyżej i dalej a Wy w tej wędrówce będziecie mi towarzyszyć i gotować razem ze mną! :)
środa, 23 marca 2016
Kasza na zdrowie - relacja z warsztatów kulinarnych z Akademią Smaku Boscha
Wraz z moim M., który wspiera każdy mój zwariowany pomysł i przedsięwzięcie kulinarne pojechaliśmy w poniedziałek do Warszawy. Wyruszyliśmy o 6:00 tak aby być chwilkę przed czasem - nauczona błędami przeszłości wiem, że nie opłaca być się na takich imprezach na tzw. "styk" :) Po 4 godzinach drogi, przebrnięciu obwodnicy Radomia, która chyba celowo nie jest naprawiana by zmusić kierowców do korzystania z lotniska, które stoi i świeci pustkami dotarliśmy do stolicy!
Byłam lekko zestresowana, bo nie wiedziałam czego mogę się tam spodziewać co więcej byłam bardzo ciekawa poznania Tomasza Jakubiaka, który ewidentnie jest odpowiednią osobą na odpowiednim miejscu jeśli chodzi o kulinarny fach... ;)
Warsztaty rozpoczęły się równo w południe :) Po oficjalnym otwarciu i przywitaniu zostaliśmy
podzieleni na dwie grupy. Jedna pod dowództwem Piotrka Ogińskiego druga pod okiem Tomka Jakubiaka - w tej drugiej znalazłam się ja! :) KaŻda grupa miała za zadanie przygotować po 4 dania wcześniej wybrane przez jury. Jakież było moje zaskoczenie jak okazało się, że wśród ośmiu wybranych są dwie moje propozycje! Byłam mocno zaskoczona a do tego zestresowana czy aby na pewno wszystko się uda i przepisy wyjdą tak jak należy. Pewnie zastanawiacie się jakie przepisy okazały się na tyle ciekawe, że jury wybrało właśnie te a to już Wam mówię ;) pozycja obiadowa to pierogi z kaszą gryczana i białym serem na warsztatach wersja podstawowa została wzbogacona o niebanalne składniki i powstały dwa zupełnie różne dania, zaś deser to sypana szarlotka na ciepło z lodami i tutaj na chwilę się zatrzymam, bo nie wytrzymam do dalszej części wpisu żeby się nie pochwalić!! Ta szarlotka skradła serca wszystkich z Tomkiem Jakubiakiem na czele! Nie wierzyłam własnym uszom, gdy po zjedzeniu kawałka mówił, że takiego dobrego ciasta i to z kaszą jeszcze nie jadł!! SZOK! Co więcej powiedział, że on za ciastami w ogóle nie przepada jednak tą szarlotkę bierze w ciemno i z pewnością będzie przepis szerzył dalej, bo jest tego warty!! aaaaa!! Po takiej dawce komplementów od samego Tomka fruwałam nad ziemią i gdyby nie to, że przyjechałam do W-wy samochodem mogłabym frunąć na skrzydłach z powrotem ;)
Teraz wspomnę o pierogach, bo też zrobiły furorę! Wraz z Kasią, moją pierogową partnerką za radą Tomka Jakubiaka przygotowałyśmy dwie wariacje na podstawie przepisu podstawowego. Pierwsza wersja pierogów była z dwoma rodzajami Kindziuka, serem bursztyn, czosnkiem oraz rozmarynem zaś w drugich kasza z białym serem została wzbogacona o pestki granatu, sok z limonki, chili oraz
świeżą kolendrą. Wszyscy jednogłośnie orzekli, że wersja z Kindziukiem bardziej przypadła im do gustu - co mnie nie dziwi w końcu pierogi z kindziukiem to typowo polskie smaki, które kocha większość Polaków :)
Przygotowanie potraw to było nie lada wyzwanie w pocie czoła każdy uwijał się jak mrówka by zdążyć na czas. Było cudownie! :)
Praca w kuchni to była czysta przyjemność po raz kolejny stwierdzam, że sprzęt marki Bosch nie ma sobie równych i nie żałuję ani złotówki wydanej na ten, który mam u siebie w domu! :)
O robocie MUM słyszałam już wiele, ba! Moja Siostra i Ciocia są już szczęśliwymi posiadaczkami tych cacek więc wiedziałam, że ten mały sprzęt potrafi zdziałać cuda ale przekonanie się o tym na własnej skórze było nie lada przyjemnością! Już wiem na co będę odkładać teraz swoje zaskórniaki by wreszcie powiedzieć wszyscy mają MUMa mam i JA! :)
Wracając do atmosfery panującej podczas imprezy była genialna! Poznałam mnóstwo wspaniałych i życzliwych ludzi. Twarze kampanii okazały się cudownymi, normalnymi ludźmi, z którymi świetnie się rozmawia o jedzeniu i nie tylko :) Piotr Ogiński, który w mediach przestawiany jest raczej mało pochlebnie muszę przyznać, że jest genialnym gościem! Normalny, sympatyczny facet, z którym można rozmawiać godzinami!! :)
Po ukropie w kuchni przyszedł czas na pyszną biesiadę. Przy wspólnym stole próbowaliśmy dań i czuliśmy się jak jedna wielka rodzina! :) Było wspaniale!
Na koniec otrzymaliśmy pamiątki od sponsorów i naładowani pozytywną energią rozjechaliśmy się w różne części Polski!
To był cudowny czas, z którego nie żałuję ani minuty! Oby więcej takich przygód! :)

poniedziałek, 23 listopada 2015
Kulinarne Warsztaty z Kingą Paruzel
Niedawno miałam przyjemność uczestniczyć we wspaniałych warsztatach kulinarnych z Kingą Paruzel finalistką MasterChefa dla wybrańców zanim jednak opiszę w szczegółach co tam robiłam nakreślę niepoinformowanym jak się tam dostałam. Kilka tygodni temu na facebookowym profilu Kingi pojawiła się informacja o konkursie na najzabawniejszą świąteaczną kulinarną wpadkę - postanowiłam opisać swoje spektakularne rozpuszczenie śledzi w occie. Pisząc tą historie w głębi duszy miałam cichą nadzieję, że mam chociaż maleńką szansę na wygraną jednak racjonalizm podpowiadał mi, że moje śledzie wśród ponad 100 historii mogą wyjść blado... Jakież było moje zdziwienie gdy na moim messangerze pojawiła się prywatna wiadomość od Kingi Paruzel z informacją, że moja historia znalazła się wśród 15 najlepszych i serdecznie zaprasza mnie na warsztaty kulinarne! Cieszyłam się jak dziecko, w końcu od dawna chciałam ją poznać i już podejmowałam próby aby móc podejrzeć Kingę w kulinarnej akcji jednak do tej pory wszystkie konkursy były poza moim zasięgiem ;)
Teraz czas na szczegóły :) Było cudownie!!
Warsztaty zaczęły się przemiłym spotkaniem z Kingą gdzie opowiadała o sobie, swojej historii z MasterChefem, swoim życiu przed programem i ogólnie o wszystkim o co ją zapytałyśmy. Potem odbyłyśmy krótkie autoprezentacje tak aby się lepiej poznać. Było wspaniale, dziewczyny, które również wygrały konkurs były z całej Polski a dwa kwiatuszki przybyły zza granicy. Atmosfera była wspaniała jakbyśmy znały się od zawsze i przyjechały na spotkanie po latach! :)
Warsztaty zaczęły się przemiłym spotkaniem z Kingą gdzie opowiadała o sobie, swojej historii z MasterChefem, swoim życiu przed programem i ogólnie o wszystkim o co ją zapytałyśmy. Potem odbyłyśmy krótkie autoprezentacje tak aby się lepiej poznać. Było wspaniale, dziewczyny, które również wygrały konkurs były z całej Polski a dwa kwiatuszki przybyły zza granicy. Atmosfera była wspaniała jakbyśmy znały się od zawsze i przyjechały na spotkanie po latach! :)
Po miłym zapoznaniu wzięłyśmy się do pracy. Na pierwszy rzut poszła Pavlova z kremem z serka mascarpone oraz pomarańczami. Kinga krok po kroku instruowała nas co robić aby uzyskać najpyszniejszą bezę na świecie. W tej części warsztatów najbardziej spodobało mi się filetowanie pomarańczy, którego nigdy wcześniej nie robiłam, super sprawa!Drugi deser, który robiłyśmy to fit mus z ciemnej czekolady, przepyszny, lekki niczym puch i do tego można go jeść bez wyrzeczeń czyli deser idealny!
Po deserze przewrotnie był czas na obiad jednak tego już nie gotowałyśmy, zapewniony był przepyszny catering! Cudowne jedzenie w przemiłym towarzystwie - to był obiad idealny i godny króla! Dużo śmiechu, pozytywnej energii po prostu genialny.
Na koniec przygotowałyśmy wraz z Kingą świąteczny keks również fit a dodatkowo bez miksera! Super sprawa zwłaszcza gdy przed świętami chciało by się błysnąć jakimś świątecznym wypiekiem a czasu brak.
Na koniec przygotowałyśmy wraz z Kingą świąteczny keks również fit a dodatkowo bez miksera! Super sprawa zwłaszcza gdy przed świętami chciało by się błysnąć jakimś świątecznym wypiekiem a czasu brak.
Głównym sponsorem warsztatów był właściciel marki Jan Niezbędny, który okazał się wysoce pomocny jak to w przypadku Janka bywa zawsze :) Aby nasze gotowanie i porządkowanie mieszkania było wygodniejsze i przyjemniejsze wspomniany wcześniej Jan zaopatrzył nas we wspaniałe zestawy. Ja swój na pewno wykorzystam w swojej nowej kuchni, która już niedługo stanie się faktem!
Wisienką na torcie był czas gdy gotowe keksy piekły się w piekarniku a my wszystkie razem siedziałyśmy przy stole zajadając nasze czekoladowe musy rozmawiałyśmy z Kingą, która podpisywała sprezentowane dla nas książki. Takim oto sposobem mam w swojej książce osobistą dedykację dla mnie i tylko dla mnie! :) Dodatkowo drugi egzemplarz stoi na półce i czeka na sprezentowanie dla wyjątkowej osoby... ;)
Wisienką na torcie był czas gdy gotowe keksy piekły się w piekarniku a my wszystkie razem siedziałyśmy przy stole zajadając nasze czekoladowe musy rozmawiałyśmy z Kingą, która podpisywała sprezentowane dla nas książki. Takim oto sposobem mam w swojej książce osobistą dedykację dla mnie i tylko dla mnie! :) Dodatkowo drugi egzemplarz stoi na półce i czeka na sprezentowanie dla wyjątkowej osoby... ;)
Podsumowując spotkanie z Kingą i jej kulinarne SPA to była jedna z najwspanialszych kulinarnych przygód w moim życiu! Cudowna kobietka, która zaraża pozytywną energią, uśmiechem i wiarą w marzenia!
poniedziałek, 13 lipca 2015
Finał Konkursu 'Taste the Summer by Almette Fruit'
W sobotę za sprawą Magdy z Cukierenka Klementynki miałam okazję spędzić wspaniałe przedpołudnie w Warszawskim Food Lab Studio gdzie wraz z U Edytki w Kuchni i Ruda w Kuchni miałyśmy okazję zmierzyć się z dziewięcioma innym drużynami w kulinarnych potyczkach z linią owocowych serków Almette w roli głównej. Z naszej strony zaproponowałyśmy wersję na słono Roladki drobiowe z serkiem żurawina-wiśnia i sosem żurawinowym, które swoim niebanalnym smakiem skradły serca zarówno jurorów jak i pozostałych uczestników na deser zaś zaserwowałyśmy mini kruche torciki z kremem owocowym i owocami jagodowymi.
Mimo, że nasze dania smakowały i cieszyły się wzięciem to jednak zespół Margarytki
i ich drobiowe sakiewki oraz francuska fantazja okazały się przepisami na miarę zwycięstwa. Całej drużynie serdecznie gratuluję i szczerze żałuję, że nie załapałam się na degustację...
Poza stricte kulinarnymi potyczkami dane mi było spędzić czas w doborowym towarzystwie, poznałam Iwonkę z bloga Smaczna Pyza , której blog śledzę i podziwiam :) Burgery z siekanej wołowiny na ptysiach ze szpinaku spod ręki jej drużyny skradły moje serce i gdyby nie to, że trzeba było podzielić się z innymi tymi dobrociami wszystko zjadłabym sama! :)
Spotkanie z Grzegorzem Łapanowskim oraz Davidem Gaboriaud okazały się wspaniałym doświadczeniem. Grzesiek - właściciel Food Lab Studio okazał się człowiekiem niezwykle otwartym, który sprawia, że po dwóch zamienionych słowach ma się wrażenie, że się go zna co najmniej od ładnych paru lat! Zaś uśmiech i energia David'a jest tak ogromna, że nie sposób przy nim się nie uśmiechać i z zapałem podejmować coraz to nowe wyzwania.
Cały wyjazd zaliczam do udanych, wspaniali ludzie, których tam spotkałam, atmosfera i zapach unoszącego się wszędzie pysznego jedzenia sprawiły, że mimo braku wygranej nagrody głównej i tak czuję się zwyciężczynią! :)
Mimo, że nasze dania smakowały i cieszyły się wzięciem to jednak zespół Margarytki
Poza stricte kulinarnymi potyczkami dane mi było spędzić czas w doborowym towarzystwie, poznałam Iwonkę z bloga Smaczna Pyza , której blog śledzę i podziwiam :) Burgery z siekanej wołowiny na ptysiach ze szpinaku spod ręki jej drużyny skradły moje serce i gdyby nie to, że trzeba było podzielić się z innymi tymi dobrociami wszystko zjadłabym sama! :)
Spotkanie z Grzegorzem Łapanowskim oraz Davidem Gaboriaud okazały się wspaniałym doświadczeniem. Grzesiek - właściciel Food Lab Studio okazał się człowiekiem niezwykle otwartym, który sprawia, że po dwóch zamienionych słowach ma się wrażenie, że się go zna co najmniej od ładnych paru lat! Zaś uśmiech i energia David'a jest tak ogromna, że nie sposób przy nim się nie uśmiechać i z zapałem podejmować coraz to nowe wyzwania.
Cały wyjazd zaliczam do udanych, wspaniali ludzie, których tam spotkałam, atmosfera i zapach unoszącego się wszędzie pysznego jedzenia sprawiły, że mimo braku wygranej nagrody głównej i tak czuję się zwyciężczynią! :)
poniedziałek, 5 maja 2014
Pyszny upiminek od producenta kawy JACOBS :)
Skłamałabym gdybym powiedziała, że kawa w swym smaku, delikatności i aromacie się nie wyróżnia. Jako średniej klasy kawoszka, która pije głównie kawę rozpuszczalną właśnie w klimatach piankowych muszę przyznać, że ta jest wyjątkowo łagodna a pianka, która powstaje podczas zalewania nie znika tuż po zamieszaniu w kubku aromatycznej cieczy :) Jednym słowem ta kawa to strzał w dziesiątkę i z pewnością po opróżnieniu promocyjnego słoiczka udam się do sklepu po zakup kolejnego :)
środa, 19 marca 2014
Oleje Zielony Nurt i przepis na pyszny sos sałatkowy.
Jakiś czas temu zostałam poproszona o przetestowanie oleju rzepakowego z firmy Zielony Nurt, firmę, która zajmuje się produkcją świeżych olejów tłoczonych na zimno i muszę szczerze przyznać, że byłam niesamowicie zaskoczona jak olej, który używam na co dzień (również rzepakowy) może różnić się od tego z Zielonego Nurtu, olej świetnie nadaje się do sosów sałatkowych, bo z łatwością może zastąpić tak modną w dzisiejszych czasach oliwę z oliwek, która nie ma co ukrywać ze względu na to, że jest pozyskiwania z oliwek nie jest tak bliska naszym sercom jak nasz rodzimy rzepak :)
Olej Rzepakowy firmy Zielony Nurt - powstaje w starannie wyselekcjonowanych nasion oraz odmian polskiego rzepaku o wysokiej zawartości NNKT, witamin A,E,D3 i K. Jego charakterystyczny smak oraz intensywnie żółty kolor nadaje potrawom niepowtarzalny smak i aromat. Olej ten ma prawie identyczny skład biochemiczny jak oliwa z oliwek. Trwałość 8 miesięcy. Należy przechowywać go w temp. do 20stopni Celsjusza.
A teraz czas na przepis na pyszny sos do sałatek z dodatkiem oleju rzepakowego :)
Składniki:
dwie łyżki octu balsamicznego
4 łyżki wody
3 łyżki oleju rzepakowego
pół drobno posiekanej cebulki
1 czubata łyżeczka ziół prowansalskich
2 średnie lub 1 duży ząbek przeciśnięty przez praskę
cukier/miód
sól
pieprz
Wszystkie składniki połączyć ze sobą, doprawić do smaku solą, pieprzem i cukrem/miodem, odstawić na 15minut. Dodać do sałatki.
Sos głównie pasuje do surówek z kapusty pekińskiej, różnego rodzaju sałat oraz ogórków.
Pycha! :)
Olej Rzepakowy firmy Zielony Nurt - powstaje w starannie wyselekcjonowanych nasion oraz odmian polskiego rzepaku o wysokiej zawartości NNKT, witamin A,E,D3 i K. Jego charakterystyczny smak oraz intensywnie żółty kolor nadaje potrawom niepowtarzalny smak i aromat. Olej ten ma prawie identyczny skład biochemiczny jak oliwa z oliwek. Trwałość 8 miesięcy. Należy przechowywać go w temp. do 20stopni Celsjusza.
A teraz czas na przepis na pyszny sos do sałatek z dodatkiem oleju rzepakowego :)
Składniki:dwie łyżki octu balsamicznego
4 łyżki wody
3 łyżki oleju rzepakowego
pół drobno posiekanej cebulki
1 czubata łyżeczka ziół prowansalskich
2 średnie lub 1 duży ząbek przeciśnięty przez praskę
cukier/miód
sól
pieprz
Wszystkie składniki połączyć ze sobą, doprawić do smaku solą, pieprzem i cukrem/miodem, odstawić na 15minut. Dodać do sałatki.
Sos głównie pasuje do surówek z kapusty pekińskiej, różnego rodzaju sałat oraz ogórków.
Pycha! :)
środa, 15 stycznia 2014
Przyprawy firmy PRYMAT
Za sprawą bardzo miłej niespodzianki od firmy PRYMAT stałam się testerką wspaniałych przypraw tej marki. Osobiście przyprawy PRYMAT lubię bardzo i śmiało mogę stwierdzić, że jest kilka pozycji w moich przyprawowym koszyczku, które zawsze są właśnie z tej firmy, są to przyprawy do mięsa mielonego i kebab gyros, po prostu nie ma takich drugich na rynku, które w tak idealny sposób wpisywały by się w moje kulinarne upodobania :) Fajną alternatywą dla zapracowanych są również gotowe, płynne sosy do sałatek, które wystarczy dodać do ulubionych warzyw aby otrzymać pyszną i zdrową przekąskę :)
Co więcej firma PRYMAT prężnie rozwija swój portal kulinarny Doradca Smaku, który odwiedzam regularnie, można tam znaleźć mnóstwo fajnych i ciekawych przepisów. Mnie najbardziej przypadają do gustu te, przyrządzane przez Roberta Sowę w programie Przepis Dnia.
Szczerze polecam tam zajrzeć i serdecznie dziękuję firmie PRYMAT za możliwość rozpoczęcia miłej współpracy.
Co więcej firma PRYMAT prężnie rozwija swój portal kulinarny Doradca Smaku, który odwiedzam regularnie, można tam znaleźć mnóstwo fajnych i ciekawych przepisów. Mnie najbardziej przypadają do gustu te, przyrządzane przez Roberta Sowę w programie Przepis Dnia.
Szczerze polecam tam zajrzeć i serdecznie dziękuję firmie PRYMAT za możliwość rozpoczęcia miłej współpracy.
wtorek, 10 września 2013
Miła niespodzianka od firmy Lidl Polska :)
Wróciłam do domu po dłuuuugim i wyczerpującym dniu a tu taka niespodzianka! Paczka pełna dobroci kuchni Bliskiego Wschodu od Lidla :)Jutro domownicy mogą liczyć na obiad w stylu azjatyckim!
Akcje w Lidlu są świetne i polecam każdemu. W tym tygodniu Lidl w swojej ofercie ma produkty z kuchni azjatyckiej, a wśród nich mleczko kokosowe, pędy bambusa, pędy fasoli mung i wspaniałe sosy - słodko-ostry chili, sojowy jak i gotowe, które uratują człowieka potrzebującego szybkiego pomysłu na obiad, jednym słowem marsz na zakupy raz dwa trzy do Lidla idź też Ty! :D
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)














