Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Z zeszytu mojej mamy i babci. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Z zeszytu mojej mamy i babci. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 5 lipca 2018

Najbardziej leniwe z leniwych

Dzisiaj przepis na najleniwsze z leniwych :) Wiadomo, że ile kucharzy tyle przepisów na leniwe u mnie w domu nie były to zbyt popularne kluski ze względu na połączenie sera i ziemniaków niemniej jednak w moim osobistej nowej rodzinie taka wersja leniwych ma branie u wszystkich :) 
Ta wersja ze względu na brak ziemniaków wydała mi się kusząca zwłaszcza, że w domu mam teraz kluksową latorośl stąd gdy zobaczyłam przepis na leniwe u Alanatkowe BLW postanowiłam nie zwlekać i jeszcze tego samego dnia wzięłam się do pracy jedyne zmiany, które poczyniłam to dodanie wanilii oraz podzielenie składników przez pół - wychodzą wtedy dwie całkiem spore porcje dla głodnej dziatwy :) Trzyskładnikowe leniwe to zbawienie dla wszystkich głodnych kluskowych smaków, którzy nie mają całego dnia na stanie w kuchni i robienie klusek :) To również świetny patent dla wszystkich matek, które cierpią na brak pomysłów na obiad na tzw. 'szybko' gdy dziecię woła mama AM teraz, już, natychmiast! :)

Składniki:
1/2 szklanki kaszy manny
250g białego sera (najlepiej zmielonego - wtedy możemy pominąć kwestię problematycznych grudek, które niektórym dzieciom z pewnością zrujnują jedzenie ;) )
1 duże jajko
ziarenka z 1 laski wanilii (można pominąć)
mąka ziemniaczana do podsypania

Wszystkie składniki zagnieść. Odstawić do lodówki na 15minut.
Po tym czas rwać porcję ciasta, rolować na stolnicy podsypując lekko mąką ziemniaczaną.
Wrzucać na posolony wrzątek. Gotować na małym ogniu do wypłynięcie.
Podawać z roztopionym masłem, bułką tartą, sosem owocowym lub czym tam nam fantazja przyniesie do głowy :)

środa, 28 marca 2018

Pulpeciki z mięsa z rosołu

Odkąd zostałam pełnoetatową Matką Polką
namiętnie i wydawało by się, że bez przerwy w mojej kuchni gotuję gar rosołu nie żeby mój potomek żywił się wyłącznie rosołem o co to nie! Ale tak się składa, że mam teraz w domu prawdziwego konesera zup wszelakich od kremów, które lubi po tatusiu po każdą inną zupę, którą ugotuje mu rodzicielka... :) I jak z zupami nie ma problem, bo zjadamy je razem z nim bardzo chętnie tak mięso, które zostaje nam z rosołu już niekoniecznie znajduje w naszym domu amatorów a szkoda, bo wiadomo jak to matka to z czego gotuję teraz rosół nie jest przypadkowe wybieram albo swojskiego kogutka, który jeszcze kilka godzin wcześniej dumnie przechadzał się po polu lub kurczaka z wolnego chowu bez GMO z Lidla, w którym rozlubowałam się przeogromnie, bo jest naprawdę smaczny! :) No to żeby nie marnować mięsiwa zaczęłam przeczesywać internet czy aby na pewno ktoś nie zrobił z niego jakiegoś smacznego pożytku iiiii... oczywiście, że tak! Na stronie Przyślij Przepis Pani Monika publikuje przepis idealny! Przepis tak dobry, że nawet wróg numer jeden gotowanego mielonego mięsa mój M. zachwycił się do tego stopnia, że powiedział :pyszne! Z czego to jest? A ja z szelmowskim uśmiechem powiedziałam, że nie powiem po czym po chwili oczywiście musiałam mu powiedzieć, bo zaczął podejrzewać obecność wątróbki oraz żołądków drobiowych! :) Pulpeciki są delikatne, puchate no po prostu fantastyczne! Zróbcie koniecznie, bo przypadną do gustu zarówno tym najmłodszym jak i starszym domownikom! :)


Składniki: (na około 21 sztuk)
30 dag mięsa ugotowanego z rosołu (u mnie kura I indyk)
1 kajzerka + mleko lub woda do namoczenia
1 jajko
1 mała cebula + ja dałam cebulkę, która gotowała się w rosole
1 mały ząbek czosnku
1 łyżka posiekanej natki pietruszki
3 łyżki kwaśnej śmietany 18%
250-300ml rosołu
1 łyżka mąki
1 szklanka zimnej wody
sól, pieprz, cukier do smaku
olej do smażenia


Mięso, namoczoną bułkę, czosnek i cebulę przepuścić przez maszynkę na drobnych oczkach.
Dodać żółtko, natkę pietruszki, sól i pieprz do smaku. Białko ubić na sztywno delikatnie wmieszać w masę. Z masy formować pulpeciki rozmiaru orzecha włoskiego, obtaczać w mace I smażyć na złocisto na odrobinie oleju.
Podsmażone pulpeciki zalać rosołem do 2/3 wysokości pulpetów, gotować 15 minut na średnim ogniu. Po tym czasie w miseczce wymieszać śmietanę, wodę oraz mąkę następnie do zawiesiny dodać kilka łyżek gorącego rosołu. Ogień skręcić na minimum ostrożnie wlać śmietankę, wymieszać doprowadzić do wrzenia, dodać 2 czubate łyżki koperku, wymieszać ewentualnie ponownie doprawić do smaku.
Podawać z ulubionymi dodatkami u mnie kasza orkiszowa i buraczki.

piątek, 9 marca 2018

WZ-tka

WZ-tka to ciastko kultowe I zna je chyba każdy.
W dzieciństwie podobnie jak z całą masą innych ciast z Wztką nie było mi po drodze w zasadzie rozsmakowałam się w ninej dopiero ostatnio przy okazji gdy upiekłam ją sama :) Z tego co kiedyś zasłyszałam to proste czekoladowe ciasto przełożone bitą śmietaną wzięło swoją nazwę od trazy WZ w Warszawie gdzie podobno po raz pierwszy zaczęła być serwowana – ot ciekawostka.
Moja Wztka może ktoś powie, że prawidziwie klasyczną Wztką nie jest, bo ciast niby murzynkowe a jednak z innego przepisu niż ten, w którym gotujemy tłuszcz, cukier i kakao... ;) Niemniej jednak uważam , że moja wersja Wztki tonaprawdę strzał w 10! Bo nie dość, że ciacho bardzo szybko się robi to dodatkowo jest bardziej czekoladowe i wilgotne niż klasyczne ciastko w Wztce. Dla spostrzegawczych tak, macie rację to jest to samo ciasto co w przepisie na Kinder Cake po prostu jestem nim zachwycona do tego stopnia, że zaczynam kreakować różne wariacje na jego temat ba! Powiem więcej! Będę go piec aż do znudzenia! A jeśli przyjdzie mi robić tort z ciemnym ciastem to z pewnością już zawsze będę korzystać właśnie z tego przepisu! Wracając do Wztki moja Wztka to było ciasto urodzinowe, które wszystkim posmakowało a w oczach mojej najwierniejszej testerki smaków Judyci było tak perfekcyjne, że nie mogła uwierzyć, że to cytuję: ‘nie z cukierni!!’ ;) Ot Judyta wie jak sprawić jubilatce przyjemność... :D Dosyć Wztkowych wywodów przechodzimy do pieczenia... ;)

Składniki:

Ciasto: (na blaszkę o wym. 24x28cm)
1 i ¾ szklanki mąki pszennej tortowej
1 szklanka cukru
1 cukier wanilinowy
¾ szklanki kakao
1 płaska łyżeczka proszku do pieczenia
2 łyżeczki sody
2 jajka
1 szklanka maślanki
½ szklanki oleju
1 szklanka gorącej kawy zaparzonej z dwóch łyżeczek

Mąkę wymieszać z kakao, proszkiem do pieczenia i sodą – przesiać do drugiej miski następnie delikatnie wymieszać z cukrem i cukrem wanilinowym.
W osobnej misce wymieszać jajka, maślankę i olej (jak na muffinki). Wlać do suchych składników wymieszać łyżką. Gdy ciasto będzie gładkie wlac gorącą kawę i znów wymieszać na gładką masę.
Masę wylać na blaszkę o wymiarach 24x28cm (wcześniej wyłożonej papierem). Piec do suchego patyczka w 180 stopniach przez około 50minut.
Ciasto całkowicie wystudzić, przekroić wzdłuż na dwa placki.

Krem:
500ml śmietany kremówki
2 łyżeczki cukru pudru
2 łyżeczki żelatyny woda do rozpuszczenia żelatyny

W miseczce zalać żelatynę odrobiną wody (tak aby przykryła żelatynę) nastpnię rozpuścić żelatynę w kąpieli wodnej lub przy pomocy mikrofalówki (dosłownie na kilka sekdund – nie można doprowadzić do wrzenia żelatyny, bo wtedy straci swoje właściwości żelujące).
Śmietanę ubyć na sztywno pod koniec ubijania dodać cukier puder.
Do rozpuszczonej żelatyny dodać 2 łyżki śmietany, wymieszać.
Wyłożyć na ciasto (2 łyżki pozostawić do dekoracyjnych kleksów na wierzchu).

Polewa:
100g gorzkiej czekolady
80ml słodkiej śmietanki

Czekoladę połamać na kawałki, zalać gorącą śmietanką, wymieszać do momentu aż czekolada się rozpuści, polać wierzch ciasta. Odczekać aż czekolada stęże, zrobić dekoracyjne kleksy z bitej śmietany.

Ciasto schłodzić, kroić na kawałki, zajadać w miłym towarzystwie przy filiżance dobrej kawy.

środa, 31 stycznia 2018

Zupa żurkowa

Dla tych, którzy czytają mnie regularnie nie
będzie nowością to, że z czystym sumieniem mogę przyznać, że biały barszcz, żurek oraz wszelkie inne zalewajkopodobne wariacje z zakwasem w roli głównej nie ruszały mnie przez większą część mojego życia. Niemniej jednak muszę Was ogłosić, że w moim życiu nastąpił przełom! Przełom zakwasowy! I bynajmniej nie chodzi tutaj o to, że przeszłam samą siebie w wykonywaniu treningów z Ewą Chodakowską... ;) Chodzi o zakwas na barszcz/ żurek... po prostu powiem Wam, że szok! Dziw bierze, że powiedzenie z kim się zadajesz takim się stajesz dopadło mnie w każdym calu! Ja, zdeklarowana przeciwniczka białego barszczu sama z własnej i nieprzymuszonej woli ugotwałam wariację na jego temat w zaciszu swojej kuchni! Mało tego! Nie dość, że ugotowałam to ten proceder powtórzę nie raz, bo wyszedł wspaniały! ;) Pyszna, pożywna zupa w sam raz na jesienno-zimowe klimaty, które serwuje nam w tym roku styczeń ;) Polecam wszystkim tym co barszcz kochają i tym co barszcz omijają szerokim łukiem - a nóż tym razem za sprawą zupy żurkowej i w Was odezwie się miłość do zakwasowych smaków... ;)

Składniki:
3 litry wody
2 wędzone żeberka
1 marchew
1/4 dużego korzenia selera
zielona część pora
2 listki laurowe
4 kulki ziela angielskiego
0,5l zakwasu na żurek
2 laski wiejskiej kiełbasy
5-6 średniej wielkości ziemniaków.
2 ząbki czosnku
majeranek, sól, pieprz do smaku
jajka ugotowane na twardo

Z wody, kości, warzyw i przypraw ugotować wywar.
Do ugotowanego wywaru dodać obrane, umyte i pokrojone w kostkę ziemniaki, gotować ok. 7-8minut.
Po tym czasie wlać zakwas raz jeszcze zagotować.
Po tym czasie do wywaru z ziemniakami i zakwasem dodać podsmażoną na złoto pokrojoną w kostkę wiejską kiełbasę. Zagotować.
Doprawić przeciśniętym przez praskę czosnkiem, majerankiem, solą i pieprzem.
Zupę nalewać do talerzy, podawać z ugotowanym na twardo jajkiem.

czwartek, 25 stycznia 2018

Galaretka z bitą śmietaną i owocami

Jak już od środy tkwimy w trzęsących się
galaretowatych klimatach to przy nich pozostańmy! ;) Obiecałam Wam, że dokończę Wam historię co się takiego stało, że polubiłam owocowe galaretki… stało się to, że po prostu w ciąży dopadła mnie totalnie galaretkowa mania i tak jak całe życie omijałam ten deser szerokim łukiem tak od tamtego czasu galaretka to mój No 1 wśród deserów bijący na głowę nawet lody! Dzisiejsza słodka propozycja to deser zaczerpnięty z mojego dzieciństwa gdy moja kochana mamusia robiła właśnie takie cuda dla naszej kochanej rodzinki i mimo, że wtedy w tym deserze galaretki pomijałam i wyjadałam owoce oraz ubitą śnieżkę to pewnie ze względu na ten beztroski czas wspominam je bardzo miło i sentymentalnie. Czy u Was w domu lata 90te mijały pod znakiem śnieżki i domowych lodów? Taka mała dygresja związana z używaniem śnieżki zamiast bitej śmietany ;) Co skusiło mnie do przygotowania oldschoolowych deserów w zaciszu mojej kuchni? Tak! Zgadliście – wizyta naszych znajomych, z którymi nie widzieliśmy się już parę ładnych miesięcy. Było popołudnie w święto Trzech Króli a ja po świątecznym obżartwie I dość mocnym eksploatowaniu przez syna nie miałam ochoty piec kolejnego placka. Nie byłabym jednak sobą gdybym nie przyrządziła czegoś swojego – wybór był prosty coś co się szybko robi i coś co mogę zrobić ze składników, które znajdę w swojej spiżarce - padło na galaretki z owocami i bitą śmietaną!


Składniki: (na 10 pucharków)

1 galaretka cytrynowa + 1,5 szklanki gorącej wody

1 galaretka truskawkowa + 1,5 szklanki gorącej wody

1 galaretka agrestowa lub kiwi + 1,5 szklanki gorącej wody

1 galaretka pomarańczowa + 1,5 szklanki gorącej wody

1 pomarańcza pokrojona w kostkę

200g mrożonych truskawek

½ puszki ananasa odsączonego z zalewy i pokrojonego w kostkę

zielone winogrona (opcjonalnie – u mnie ich nie było bo nie miałam)

330g śmietany kremówki

2 łyżeczki cukru pudru

garść rodzynek sułtańskich

garść suszonej żurawiny

rurki waflowe lub słomka ptysiowa



Ananasa pokroić w kostkę, przełożyć do głębokiego talerza i zalać cytrynową galaretką.
Truskawki przełożyć do głębokeigo talerza (jeszcze zamrożone) zalać galaretką truskawkową.
Pomarańcze wyfiletować, pokroić w kostkę, przełożyć do głębokiego talerza, zalać rozpuszczoną pomarańczową galaretką,
Zieloną galaretkę rozpuścić w gorącej wodzie, wlać do głębokiego talerza.
Wszystkie galaretki pozostawić do całkowitego stężenia. Następnie pokroić je na porcje.
W wysokim naczyniu ubić śmietanę w dwoma łyżeczkami cuku pudru.
W pucharkach układać naprzemiennie porcje galaretek oraz śmietany.
Desery posypać żurawiną i rodzynkami, w każdy wetknąć rurkę waflowa lub ptysiową słomkę.

środa, 24 stycznia 2018

Studzienina

Studzienina – kolejny przykład na to jak z wiekiem zmieniają się w człowieku jego smakowe
preferencje… ;) Jeszcze niedawno nigdy przenigdy do ust nie wzięłabym tzw. galarety, ponieważ najzwyczajniej w świecie z galaretą do 27. roku życia nie było mi po drodze czy to mowa o galaretce owocowej czy na słono nie lubiłam żadnej. Pamiętam z dzieciństwa jak moja mama robiła galaretki w takich małych miseczkach z groszkiem, marchewką i kawałkami mięsa ze swojskiej wyhodowanej na przydomowym podwórku kurki – zawsze dziwiłam się jak wszyscy na imprezach rodzinnych mogą się tym zajadać – w zasadzie nadal się dziwię… ;) Bo jedyna wersja galarety na słono, która doszczętnie mnie kupiła to studzienina/zimne nóżki wg mojej teściowej jak dla mnie jest ona mistrzynią w tej materii i to właśnie dzięki niej nauczyłam się przygotowywać najlepszą galaretę świata! :) Dzięki temu, że ja poznałam sekret jej tworzenia doceńcie to, że dzielę się nim teraz z Wami I zostawcie ślad po sobie w postaci komentarza lub udostępnienia postu dalej. Jeśli chodzi o galaretki owocowe zdecydowanie je pokochałam a dlaczego? To już historia do innego przepisu, który mam nadzieję przeczytacie niebawem… ;)


Składniki:

1 golonka wraz z repetką ( po prostu cała noga ze świniobicia ;) )
woda
1 główka czosnku
sól, pieprz
1 czubata łyżka żelatyny

Nogę włożyć do dużego garnka I zalać wody było 2-3 cm ponad mięso.

Dodać listek laurowy, ziele angielskie I sól.

Gotować na średnim ogniu ok. 2-2,5h do momentu aż mięso z nogi będzie swobodnie odchodzić od kości.

Powstały rosół przecedzić przez sito aby pozbyć się wszelkich kostek, ziarenek ziela oraz listków laurowych.

Mięso oddzielić od kości. Chude pokroić w mniejsze części natomiast tłuste oraz chrząstki oraz czosnek zmielić w maszynce do mięsa.

Chude i tłuste mięso dodać do rosołu. Zagotować, doprawić do smaku solą i pieprzem (sól i pieprz muszą być dobrze wyczuwalne). Całość gotować jeszcze przez około 5 minut.

Po tym czasie łyżką wazową przelewać galaretę wraz z mięsem do miseczek – można zrobić tak jak u mnie na zdjęciu – większe naczynie po czym galaretkę kroić na mniejsze kawałki, lub zrobić ją w małych pojemniczkach tak aby każda porcja była osobno – to zależy już od Was.

Studzieninę zostawić do całkowitego wystudzenia następnie włożyć do lodówki. Kroić na kawałki jak zupełnie zgęstnieje.



Rada:  jeśli nie lubimy tłuszczu lub nasza noga jest z wybitne tłustego wieprzka wtedy możemy część tłuszczu zebrać przed rozlaniem galarety do miseczek – u mnie ani jedna ani druga opcja nie była potrzebna, cienka warstewka tłuszczyku sprawiła nikomu nie przeszkadzała :)

piątek, 12 stycznia 2018

Domowy Wafel Moniki - najlepszy i najprostszy!

Nie tak miałam zacząć blogowanie w tym roku ale wyszło jak wyszło... ;) Miało być od poniedziałku
pełną parą z fit przepisem na Fit Poniedziałek a jest ospale i powolnie, bo dopadł nas już Słodki Piątek! ;) Mimo życia w ciągłym niedoczasie nie daję za wygraną i jak to mówią poprawiam koronę i dziarskim krokiem idę do przodu! Nie wiedziałam, że przy tak deficytowym towarze jakim jest w moim życiu teraz czas będę mówić o blogowaniu jak o zabieraniu się do ćwiczeń z Ewą Chodakowską... ;) No ale nic to każda młoda mama cierpi na to samo - chyba, że jest Księżną Kate i ma sztab opiekunek i piastunek do swojej dyspozycji... Księżną Kate nie jestem więc zadzieram rękawy i piszę dzisiejszy wpis!
Wpis wyjątkowo słodki, wyjątkowo prosty i po prostu wyjątkowo wyjątkowy! Przepis jak sama tytułowa nazwa wskazuje dzisiaj jest od Moniki - któż to Monika? Monika to bratowa naszego przyjaciela Artura, u którego właśnie po raz pierwszy jadłam wafla a w zasadzie to zjadłam tyle ile było na talerzu! Był tak dobry, że nie umiałam się opanować i z każdym ostatnim kęsem sięgałam po następny!
W swoim kulinarnym życiu nadgoniłam już nieco temat domowych wafli więc z pełnym przekonaniem mogę napisać, że wafel z tego przepisu bije całą resztę na głowę i zajmuje zaszczytne pierwsze miejsce! Po tylu słowach pochwał nie macie innego wyjścia jak zaopatrzyć się w składniki i zrobić go do weekendowej kawki by bez 'słodyczowego' głodu pełni sił i chęci wkroczyć w Fit Poniedziałek, który obiecuję Wam nareszcie wznowię... ;)

Składniki:
1 opakowanie wafli tortowych
1 kostka margaryny lub masła
niepełna szklanka cukru (3/4)
nieco mniej niż pół szklanki wody
2 szklanki mleka w proszku
1 łyżeczka kakao

Margarynę, cukier, cukier wanilinowy oraz wodę zagotować.
Przestudzić. Dodać przesiane mleko w proszku (ja przesiewam masa jest wtedy bardziej puszysta - ale można ten krok pominąć). Zmiksować wszystko razem.
Na pierwszą taflę wafla wyłożyć cztery łyżki kremu, rozsmarować równomiernie. Przycisnąć kolejnym waflem, na który rozsmarować kolejne 4 łyżki kremu.
Do pozostałęgo kremu dodać łyżeczkę ciemnego kakao i dokładnie wymieszać.
Ciemny krem rozsmarować na kolejnej warstwie wafla, przykryć kolejnym waflem i znów przesmarować kremem.

czwartek, 21 grudnia 2017

Schab ze śliwką

Schab ze śliwką, dostojne mięso, które w towarzystwie odświętnych dodatków spokojnie może królować na świątecznym stole jako gwiazda obiadu. Taki schab to wspaniała rzecz zrobimy ją wcześniej będzie grzecznie leżakować w przyprawach w lodówce po to aby w czasie gdy goście otrzepują już śnieg ze swoich butów na progu naszego domu wstawić go do piekarnika by dumnie się upiekł! Jest też druga opcja jeszcze bardziej sprytna wstawić go do pieca dużo wcześniej, upiec, przestudzić, pokroić w plastry i czekać aby podgrzać go wraz z sosem gdy goście czekają już przy stole spragnieni świątecznej strawy! :) Ale zanim rozsmakujemy się w naszym dostojnym schabie czas na przepis! :)

Składniki:
1kg schabu
200g suszonych śliwek
marynata do schabu po staropolsku (KAMIS)
albo 1 łyżeczka soli, 1 łyżka majeranku, 1 łyżeczka suszonego czosnku, 1/2 łyżeczki świeżo zmielonego  pieprzu, szczypta cukru)

W mięsie długim ostrym nożem zrobić wzdłuż dziurę na wylot, aby dziura była odpowiednio szeroka po nacięciu nożem można ją poprawić np. trzonkiem od drewnianej łyżki. W dziurę ciasno wciskać śliwki tak aby cała długość mięsa została nafaszerowana śliwkami. 
Mięso natrzeć marynatą lub samodzielnie wykonaną mieszanką przypraw. Włożyć do naczynia żaroodpornego i wstawić do lodówki na kilka godzin a najlepiej to na noc.
Następnego dnia wstawić schab do zimnego piekarnika, ustawić temperaturę na 190stopni i piec 60minut od czasu pojawienia się bąbelków w naczyniu (mięso puści wodę i tłuszcz, który zacznie się gotować).
Po tym czasie mięso wyjąć z pieca lekko przestudzić (wtedy się lepiej kroi).
A z wytopionego tłuszczu zrobić sos - esencję powstałą podczas pieczenia rozrzedzić wodą aby nie była za słona, zaciągnąć odrobiną mąki i wody.
Schab pokroić w plastry, ułożyć na półmisku, polać sosem. Podawać z ulubionymi dodatkami, dla mnie najlepiej smakuje z pieczonymi ziemniakami i sałatką z roszponki.

poniedziałek, 18 grudnia 2017

Pierogi z kwaśną kapustą i kaszą gryczaną

Pierogi uwielbiam! Od niedawna mogę powiedzieć, że wszystkie! Bo nawet ruskie przypadły mi do gustu... :) Dzisiaj jednak będzie o pierogach, które poznałam za sprawą przeprowadzki na drugi koniec Polski... ;) Właśnie na Podkarpaciu za sprawą tego, że kapusta i kasze wszelkiej maści trzymają się tutaj mocno rozsmakowałam się w nich ogromnie i właśnie z takimi składnikami moja teściowa robi pierogi, które stały się jednymi z moich ulubionych. Oczywiście jako doświadczona kucharka ona robi to na tzw. 'oko' ja natomiast metodą prób i błędów wypracowałam swoje proporcje, które prezentuję Wam poniżej :)

Składniki:

Ciasto na pierogi z dwóch i pół szklanki mąki (przepis tutaj klik)

Farsz:
20dag kwaśnej kapusty kiszonej
dwie solidne garści suszonych grzybów leśnych
1 woreczek - 100g ugotowanej kaszy gryczanej - ważne aby ją nieco przegotować nie powinna być sypka wtedy nasz farsz nie będzie chciał współpracować lepiej pierogów
1 średnia cebula biała
sól, pieprz do smaku

Grzyby namoczyć najlepiej na kilka godzin/noc a następnie w niewielkiej ilości wody ugotować, odcedzić.
Kapustę ugotować do miękkości, odcisnąć, przestudzić i drobno posiekać.
Na patelni rozgrzać tłuszcz, wrzucić posiekaną drobno cebulę, zeszklić dodać posiekaną kapustę i grzyby, całość przesmażyć dodać ugotowaną kaszę, wymieszać, doprawić do smaku solą i pieprzem.
Gdy farsz przestygnie formować w dłoniach kulki wielkości orzecha a następnie lepić pierogi.
Pierogi wrzucać na wrzącą wodę wcześniej lekko posoloną. Gotować do wypłynięcia, odcedzić omaścić cebulką, najlepiej usmażoną na oleju lnianym (wtedy będzie już podkarpacko do kwadratu! - olej lniany nie tłoczony na zimno gdyby ktoś chciał już mnie hejtować, że tak bezczeszczę dobro natury! ;)

piątek, 15 grudnia 2017

Piernik z powidłami 'Bartek'

Przedświąteczny czas rządzi się swoimi prawami dlatego też do Bożego Narodzenia zawieszone są Fit Poniedziałki ;)) na nie przyjdzie pora po Nowym Roku... ;) Teraz bezkarnie na blogu będzie panować słodkie szaleństwo a to za sprawą tego, że w poprzednim roku szalałam w kuchni na słodko i naprodukowałam kilka całkiem niezłych przepisów, którymi chciałam się z Wami podzielić. Przepis na ten piernik jak sama nazwa wskazuje mam od Bartka. Kto to jest Bartek? Mój Kochany starszy brat, który jest największym łasuchem w naszej rodzinie a przy okazji chyba jednym męskim egzemplarzem lubiącym piec ciasta... :) Przepis na ten piernik to tak naprawdę spuścizna zeszytowa mojej Kochanej Mamy ale to właśnie Bartek przepis ocalił od zapomnienia i skrzętnie przemycił go do swojej kuchni. Piernik z tego przepisu to wg mnie najlepsze ciasto piernikowe jakie kiedykolwiek jadłam, wspaniale wilgotny, aromatyczny, cudownie delikatny po prostu IDEAŁ! Pamiętam, że w moim domu królował pod dwie postaciami 1. zwyczajny po prostu upieczony placek oraz 2. odświętny przełożony kremem grysikowym, który w smaku za sprawą olejku migdałowego przypominał masę z marcepanem. Wszystkie mordki lubiące słodkie smaki zapraszam do wypróbowania najlepszego piernika na świecie!

Składniki: (na standardową podłużną dużą blaszkę ok. 38x34cm)
4 szklanki mąki
1 kostka margaryny lub masła
2 szklanki cukru
2 jajka
1 słoik powideł śliwkowych
3-4 łyżeczki gorzkiego kakao
2 opakowania przyprawy do piernika
2 szklanki mleka
2 łyżeczki sody

Krem:
3 szkl mleka
6 dużych łyżek kaszy manny
1/2 szkl cukru
1 kostka masła/margaryny
1 łyżeczka olejku migdałowego

Ciasto:
Margarynę roztopić i ostudzić.
Mąkę przesiać.
Jaja ubić na puch z cukrem i przyprawą piernikową.
Stopniowo dodawać pozostałe składniki dokładnie ucierając.
Gotowe ciasto wylać do  natłuszczonej i wysypanej bułką tartą formy. Piec w nagrzanym do 180 stopni piekarniku 50-60minut.
Ostudzone ciasto przekroić wzdłuż na pół.

Krem: 
Margarynę utrzeć na puch z cukrem pudrem.
Łyżka po łyżce stale ucierając dodawać ugotowany grysik oraz olejek migdałowy.

Przekrojonego placka przełożyć kremem, polać czekoladą. Schłodzić.

środa, 15 listopada 2017

Szynka gotowana

Smak tej szynki to smak mega dzieciństwa, który na nowo odkryłam na Podkarpaciu. Taką szynkę robi moja teściowa  na święta Wielkanocne, ja przygotowałam ją po prostu ot tak aby mieć 'coś swojego' na kanapki. Wyszła przepyszna! Krucha, przepysznie słona po prostu idealna. U mnie w towarzystwie świeżego chleba i tartego chrzanu stanowi połączenie iście królewskie, ugotujcie swoje szynki i przekonajcie się sami!! :)

Składniki:
1,2-1,5 kg  szynki wieprzowej
ok. 6-7 łyżek soli
woda do gotowania

Szynkę umyć, osuszyć, obsypać solą w szklanym lub plastikowym pojemniku tak aby powstała cienka solna skorupka. Pozostawić w lodówce na 3dni. Po trzech dniach szynkę opłukać z soli i włożyć do garnka. Wlać wodę tak aby tylko lekko przykryła szynkę. Gotować na małym ogniu godzinę od momentu zagotowania. Ogień ma być naprawdę mały, szynka ma sobie przez ten czas pyrkać. W trakcie gotowania spróbować wodę jeśli jest naprawdę bardzo słona to dolać czystej wody aby ją rozcieńczyć.
Gdy szynka jest ugotowana pozostawić ją do całkowitego wystygnięcia. Kroić w plastry i zajadać.
Taką szynkę można przechowywać w lodówce dość długo u mnie leżała 10dni po tym czasie wylądowała w zapiekance... ;) Tradycyjne wydanie tej szynki serwowane jest w Wielkanocnym Białym barszczu, który jadam dopiero od 3 lat ale to już historia na inny wpis... ;)

środa, 8 listopada 2017

Pieczony karczek czosnkowy po mojemu

Z domowymi wędlinami u mnie jest tak samo jak z deserami robię je zdecydowanie za rzadko a gdy już się 'szarpnę' na takowe to sama się sobie dziwię dlaczego tak rzadko je robię, bo przecież nakład pracy jest przy obu tych rzeczach zazwyczaj niewielki. Gdy pod koniec sierpnia za sprawą uroczystości rodzinnej odwiedziła mnie rodzinka za punkt honoru postawiłam sobie ugoszczenie ich domowymi wędlinami jak założyłam tak zrobiłam! ;) Obok schabu dojrzewającego oraz szynki gotowanej przygotowałam tytułowy karczek wyszedł pyszny, lekko pikantny fajnie wilgotny po prostu pyszny! Przepis przypomniał mi smaki dzieciństwa gdy na każde święta moja mama lub babcia Stasia piekły właśnie takie mięso :) 

Składniki:
1 kg karkówki
4 ząbki czosnku
2 łyżeczki soli
1 łyżka majeranku
1 łyżka suszonej pietruszki
1/2 łyżeczki mielonego pieprzu

Czosnek przepuścić przez praskę, utrzeć z pozostałymi przyprawami w moździerzu, mięso umyć, osuszyć, natrzeć mieszanka przypraw. Wstawić do rozgrzanego do 190stopni piekarnika. Mięso piec pod przykryciem przez 50minut, zdjąć przykrycie i piec kolejne 20minut.
Wystudzić, kroić w plastry.  

poniedziałek, 6 listopada 2017

Kapusta kiszona w słoikach

Stało się! Wreszcie! Po kilku latach myślenia o kiszeniu kapusty w domowym zaciszu wreszcie od mówienia przeszłam do czynów! Powiem tyle kompletnie nie wiem dlaczego zwlekałam tyle czasu! Kiszenie kapusty to przysłowiowa bułka z masłem a do tego sprawia taką niesamowita frajdę, że już dawno nie miałam takiej satysfakcji z tak prostej rzeczy... :D Cudownie chrupka, idealnie kwaśna po prostu genialna! Wiem co mówię ostatnio ugotowałam z niej bigos i smak był nie do podrobienia wyszedł mi tak przepyszny bigos, że w życiu lepszego z pod swojej ręki nie jadłam! ;) Jeśli chodzi o kiszoną kapustę w moim domu była kiszona zawsze. Pamiętam jak mama nastawiała cały gliniany garnczek, w którym kisiła ładnych parę kilo kapuchy po czym nigdy nie wiedziałam jak ale ta sama kapusta lądowała w słoikach na półce w piwnicy po czym gdy na obiad była surówka, kapuśniak czy bigos była przynoszona do domu i pysznie zagospodarowywana ach cudne to wspomnienia! Za kiszeniem mojej kapusty poniekąd stoi moja bratowa Ela, która od kilku sezonów zachęcała mnie do zakiszenia chociaż odrobinki. Jak dobrze, że wreszcie dałam się namówić! Moja wersja kapusty to kapusta kiszona bezpośrednio w słoikach i powiem Wam, że dzięki temu można ją kisić na okrągło bez gromadzenia zbędnych zapasów w postaci 30 l beczki! ;)

Składniki: (na 5 litrowych słoików)
4kg kapusty
1 duża marchewka
1,5 łyżki soli kamiennej

Kapustę poszatkować lub cienko pokroić.
Marchew obrać i zetrzeć na tarce o grubych oczkach, wymieszać z kapustą.
Kapustę warstwami układać w plastikowej misce, posypywać solą i przykrywać kolejną warstwą kapusty aż do wykończenia składników. Całość wymieszać odstawić na kilka godzin aby kapusta puściła nieco wody.
Do wyparzonych słoików wkładać kapustę (partiami) skrzętnie ubijać (ja używałam tzw. 'rogalki' - zdjęcie co to takiego pod przepisem).
Kapustę nałożyć do 3/4 wysokości słoika (musi być przestrzeń, bo podczas kiszenia kapusta gazuje, puszcza sok i ogólnie podchodzi do góry). Nałożyć zakrętki - NIE ZAKRĘCAĆ!
Słoiki z kapustą pozostawić w ciepłym miejscu. Przykryć ściereczką, codziennie za pomocą mątewki ugniatać kapustę, która z dnia na dzień będzie puszczać co raz to więcej soku.
Po 3-4 dniach podczas ubijania wbić trzonek mątewki w celu odgazowania kapusty. Gdy kapusta osiągnie pożądaną przez nas kwaśność odgazować, ubić, zakręcić słoik i wstawić do lodówki.

WAŻNE: do mieszania ugniatania itp. używać się powinno jedynie drewnianych lub plastikowych naczyń, łyżek itp. nie można używać metalu!


ROGALKA

piątek, 29 września 2017

Ciasto Duma Teściowej

Obecny tydzień, który chyli się ku końcowi i dobrze, bo patrząc na niego z perspektywy świeżoupieczonego rodzica był dość wyczerpujący i mimo, że wiem, że w słowniku rodzica weekend nie występuje to jakoś lżej mi na duszy, że nadszedł upragniony piątek. Przy tak intensywnym tygodniu aż dziw bierze, że udało mi się wyrobić z blogowym postanowieniem i rzutem na taśmę napisać przepis na słodki piątek! Dzisiejszą gwiazdą jest przepyszne warstwowe ciasto, które dostało ode mnie miano jednego z moich ulubionych a musicie wiedzieć, że ciasta z masą kręcą mnie najmniej. Jednak ten placek to zupełnie inny wymiar placków z kremem! Jest delikatny, nie zapycha, nie zamula po prostu idealny. Swoją nazwę wziął po prostu od tego, że mam go od swojej teściowej i stwierdzam wszem i wobec,  że naprawdę jest jej dumą! Musicie wiedzieć, że moja teściowa jest dla mnie mistrzynią przekładanych placków z kremem jednakże tym skradła moje serca doszczętnie! :) Jeśli jesteście ciekawi czym się tak bardzo zachwycam po prostu musicie sami spróbować przygotować to ciacho! Jest naprawdę warte każdej minuty spędzonej w kuchni na jego przygotowanie! PYSZOTA! :)

Składniki:

Biszkopt z ulubionego przepisu (u mnie niezmiennie ten)

Masa Budyniowa:
2szkl. mleka
1/2szkl. cukru
1 łyżeczka masła
3 łyżki mąki ziemniaczanej
1 łyżka mąki pszennej
2 opak. cukru wanil.
1 kostka margaryny


Masa Krówkowa:
1 puszka gotowej masy kajmakowej

Masa Śmietanowa:
3 śnieżki
1 pełna szklanka mleka
3 łyżeczki żelatyny + 1/2 szklanki wody do rozpuszczenia

Dodatkowo:
prażone migdały
1 duże opakowanie herbatników kakaowych

Przygotować masę budyniową:
1szkl. mleka zagotować z cukrem i cukrem waniliowym oraz 1 łyżeczką masła.
Do szklanki zimnego mleka dodać mąkę ziemniaczaną i pszenną, wymieszać. Wlać do gotującego się mleka. Zagotować, stale mieszając by budyń się nie przypalił. Przestudzić.
1 kostkę margaryny utrzeć na puch , stale ucierając stopniowo dodawać masę budyniową, utrzeć na gładką masę.


Na upieczony biszkopt wyłożyć masę budyniową, przykryć warstwą herbatników. 
Na herbatniki rozsmarować masę kajmakową, przykryć drugą warstwą herbatników.
Śnieżki ubić w 1 pełnej szklance mleka na sztywno, następnie dodać do niej rozpuszczoną w 1/2 szklanki gorącej wody żelatynę, całość wymieszać. Wyłożyć na herbatniki.
Płatki migdałowe podprażyć na patelni, wyłożyć na warstwę śmietany. Całość schłodzić.
Ciacho smakuje obłędnie!

piątek, 1 września 2017

Dżem z cukinii

Cukiniowy zawrót głowy w mojej kuchni trwa nadal! Z czystym sercem mogę stwierdzić, że w tym roku letnie warzywo No 1 w mojej kuchni to cukinia! Jem ją na obiad i namiętnie przetwarzam za mną tradycyjnie już ketchup z cukinii oraz sos do spaghetti w planie mam cukinię w zalewie octowej a nie dalej niż dwa tygodnie temu poczyniłam dżem z cukinii! Bardzo fajny lekko kwaskowaty idealny do placuszków, naleśników lub po prostu samodzielnego wyjadania łyżeczką ze słoika w chwilach słodkiej słabości... ;) Przepis mam od Eli i do jego wykonania zbierałam się aż dwa lata! Na szczęście wreszcie mi się udało i nie żałuję, bo nareszcie mam trochę cukiniowego słońca na słodko zamkniętego w słoiczkach :) Dżem z cukinii to w tym roku również wybawienie ze względu na biedę jaka panuje u mnie w owocach z przydomowych drzew i krzewów (jedynie maliny obrodziły uf!) oraz wysokich cen owoców na straganach podyktowane długą zimną wiosną (handlarze zawsze znajdą powód by zarobić...). Tyle wywodu wszystkich chętnych zapraszam do wypróbowania przepisu i pozostawienia swojej opinii w komentarzu poniżej :)

Składniki:  (6 słoiczków po 200ml)
2,5kg cukinii obranej ze skóry i pozbawionej gąbczastego środka i nasion
8 łyżek cukru (ja dałam 6)
3 łyżeczki kwasku cytrynowego
2 galaretki brzoskwiniowe (w oryginalne są pomarańczowe)

Cukinię pokroić w kostkę, podgotować do momentu aż część się rozgotuje ale gdzie nie gdzie będą jeszcze całe kawałki, połowę tak ugotowej cukinii odłożyć do miski, pozostałą część zmiksować/zblendować. Kawałki cukinii dodać do tej zmiksowanej, wsypać kwasek i cukier, zagotować do momentu aż zgęstnieje (z cukinii odparuje jeszcze woda - o ile takowa jeszcze będzie).
Na koniec do gorącej cukinii wsypać galaretki, wymieszać dokładnie do momentu rozpuszczenia. Przelać do wyparzonych słoików, zakręcić, postawić do góry dnem do wystygnięcia.

piątek, 18 sierpnia 2017

Krajanka bananowa z dżemem z czarnej porzeczki

Ostatnio na potęgę rozmiłowałam się w bananach! Robię z nich lody, puddingi, muffinki itd. płynąc na bananowej fali postanowiłam wypróbować przepis, na który miałam oko od ponad pół roku odkąd znalazłam go w jeden z książeczek z przepisami Poradnika Domowego gdzie górnolotnie nazwano go Ciastem Bananowym, dla mnie to raczej placek jednak gdy podrasowałam go dżemem to stwierdziłam, że bardzo przypomina krajankę z GSu, którą uwielbiam! Ciastka przygotowane w ten sposób są wspaniale wilgotne, bananowe a do tego nie za słodkie, bo czarna porzeczka świetnie balansuje słodycz bananów, ciasto można jeść również przy diecie wykluczającej nabiał - takie nastały czasy, że każdy coś wyklucza to może dla tych wykluczających a nóż się przyda... ;) Zróbcie koniecznie! :)

Składniki:
3 dojrzałe banany
3 jajka
1/3 szklanki kaszy manny
1,5 szkl. mąki pszennej
3/4 szkl. cukru
1 łyżeczka proszku do pieczenia
1 łyżka soku z cytryny
1 mały słoiczek dżemu z czarnej porzeczki lub innego dowolnego owocowego mazidła - czekośliwka fajnie by tu też zagrała - niestety jeszcze w tym roku nie miałam okazji jej zrobić, myślę, że we wrześniu to nadrobię... ;)

Banany zmiksować na gładki krem, wymieszać z sokiem z cytryny.
Jajka ubić z cukrem na gładką puszystą i prawie białą masę, stale miksując dodać banany.
Gdy całość się ładnie połączy dodawać łyżka po łyżce mąkę przesianą z proszkiem do pieczenia i kaszą manny - ciąglę miksując.
Na koniec wlać olej, miksować do momentu aż dobrze połączy się z ciastem.
Wylać na blaszkę wcześniej wysmarowaną tłuszczem i wysypaną kaszą manny.
Piec w 180stopniach przez ok.25minut do momentu aż ciasto będzie złote a patyczek w nie wetknięty suchy.
Przestudzone ciasto przekroić wzdłuż na pół,  jeden placek posmarować dżemem, przykryć drugim. Całość można polać czekoladą - wtedy będzie zupełnie na bogato. 

środa, 12 lipca 2017

Jak zrobić placki ziemniaczane?

placki ziemniaczane
Tradycyjne placki ziemniaczane to klasyk, który  chyba lubi każdy no może prócz mojego kolegi z pracy Grzegorza, który jest jedyną osobą, którą znam i nie otwarcie mówi, że za plackami nie przepada. W moim życiu sposób jedzenia placków ziemniaczanych ewoluował od dziecięcego czyli z cukrem i śmietaną po zupełnie dorosły kwaśna śmietana lub po prostu solo... :) Po zakupie mojego nieocenionego ręcznego Boscha pokusiłam się o sprawdzenie patentu sprzedanego przez moją ciocię Mary czyli zmiksowanie ziemniaków za pomocą blendera... ;) Placki wyszły mega! Oczywiście do przygotowania takich placków nie jest niezbędne posiadanie blendera wystarczy tarka z bardzo drobnymi oczkami, sukcesem jest wykorzystanie naturalnej skrobi, która wydzieli się po starciu ziemniaków. Jak dla mnie najlepsze placki jakie do tej pory mi wyszły stąd dzielę się z Wami tym przepisem :)

Składniki: (na około 6 porcji)
1,5kg mącznych ziemniaków
2 duże cebule
2 jajka
3 łyżki mąki pszennej
sól, pieprz do smaku

Ziemniaki i cebulę obrać, umyć i zetrzeć na papkę a szczęśliwi posiadacze blendera z nakładką siekającą mogą posiłkować się właśnie takim sprzętem. Ze startych ziemniaków odlać wodę odstawić aby z wody opadła skrobia. Wodę wylać zaś skrobię dodać do ziemniaków
Skrobię dodać do ziemniaków. Dodać jajka, mąkę pszenną, sól i pieprz. Wymieszać.
Porcję ciasta kłaść na rozgrzany na patelni olej. Smażyć na złoty kolor.
Usmażone placki odsączyć z nadmiaru tłuszczu na ręczniku papierowym.
Podawać z ulubionymi dodatkami.

piątek, 30 czerwca 2017

Budyniowiec truskawkowy

To ciacho upiekłam rzutem na taśmę do weekendowej kawki przed tym jak moje kulinarne życie zeszło nieco na dalszy plan... :) Pewnej miłej soboty wpadłam na pomysł upieczenia biszkoptu z owocami z tego przepisu klik niemniej jednak miałam pewien niedosyt, że niedziela za pasem a ciacho takie zwyczajne dlatego postanowiłam pokombinować i zrobić przepis fusion, placek biszkoptowy mojej mamy o lekko zmienionych proporcjach i krem z budyniowca babci Niny. Pomysł okazał się świetny! Przepyszny, wilgotny i owocowy biszkopt z kremem budyniowym stanowią połączenie idealne. Ciacho eleganckie, letnie, spokojnie można je zrobić na imprezę i żadna gospodyni się nim nie powstydzi ;) U mnie w wersji z truskawkami ale spokojnie można je zrobić w wersji z brzoskwiniami, śliwkami, wiśniami lub jagodami owoce można dobrać dowolne w zależności od sezonu.

Składniki: (na blaszkę 24x30cm)

Ciasto: 


6 jajek
3 szklanki mąki
1,5szklanki cukru
1,5 łyżeczki proszku do pieczenia
2 łyżeczki olejku cytrynowego
1/3 szklanki oleju
30-40dag odszypułkowanych truskawek

Krem:


2 budynie waniliowe
3 szklanki mleka
4 łyżki cukru
1 kostka masła lub margaryny

Jajka ubić z cukrem i cukrem wanilinowym na puszystą masę.
Mąkę przesiać z proszkiem do pieczenia. Łyżka po łyżce stale miksując dodawać do masy jajecznej.
Dobrze połączyć, na koniec cienką stróżką wlać olej i olejek. Zmiksować.
Na blaszce wyłożonej papierem wyłożyć osuszone truskawki, zalać ciastem.
Wstawić do piekarnika rozgrzanego do 180 stopni i piec około 45-55minut do tzw. suchego patyczka.
Wystudzić.


Przygotować krem:
2 szklanki mleka zagotować z cukrem. W 1 szklance rozrobić proszek budyniowy. Wlać do gotującego się mleka, zagotować gęsty budyń. Wystudzić. Masło utrzeć na puch łyżka po łyżce dodawać budyń, utrzeć na puszystą masę.

Ciasto przekroić wzdłuż. Część z owcami ułożyć na spodzie tak aby warstwa owoców była na górze, na to posmarować krem i przykryć drugim plackiem. Całość posypać cukrem pudrem i dobrze schłodzić. 



piątek, 2 czerwca 2017

Placek biszkoptowy z rabarbarem mojej Mamy

Moja mama była mistrzynią w dbaniu o domowe ognisko. Jako dziecko pamiętam jak krzątała się po domu w pośpiechu aby wszystko w domu było dopieszczone i dopracowane w najmniejszych szczegółach. Tak też było z niedzielnym ciastem chociażby się waliło i paliło a na zegarze była 1:00 w nocy moja kochana Mamusia musiała upiec coś na niedzielę dla naszej licznej rodzinki. W zależności od tego jak długim czasem dysponowała takie były nasze niedzielne ciasta. Gdy czasu było mało piekła szybkie nieskomplikowane placki, które wg mnie były właśnie najlepsze! Tak było właśnie z tym przepisem. Ciacho idealne, wilgotne z owocami, po prostu idealne. A co najważniejsze zrobimy je w każdej chwili, bo składniki na nie zawsze mamy w domu :)

Składniki: (na blaszkę o wymiarach 24cm x 28cm)

2szklanki mąki
4 jajka
1 szklanka cukru
1 łyżeczka proszku do pieczenia
1 opakowanie cukru wanilinowego
1 łyżeczka olejku cytrynowego
1/4 szklanki oleju
dowolne owoce (u mnie 4 laski rabarbaru pokrojone w kostkę i zasypane na kwadrans 2 łyżkami cukru)

Jajka ubić z cukrem i cukrem wanilinowym na puszystą masę.
Mąkę przesiać z proszkiem do pieczenia. Łyżka po łyżce stale miksując dodawać do masy jajecznej.
Dobrze połączyć, na koniec cienką stróżką wlać olej. Zmiksować.
Na blaszce wyłożonej papierem wysypać lekko osuszony rabarbar, zalać ciastem.
Wstawić do piekarnika rozgrzanego do 180 stopni i piec około 30-35minut do tzw. suchego patyczka.
Wystudzić, ostrożnie wyjąć z blaszki, odwrócić do góry nogami tak aby owoce były na wierzchu. Posypać cukrem pudrem.
Zajadać :)

środa, 19 kwietnia 2017

Pierogi ruskie z miętą

Z pierogami ruskimi w moim życiu jest bardzo ciekawa historia nie lubiłam ich przeszło 20 lat po czym poszłam na studia i jak to student ma zwyczaju bycie wszystkożerną sprawiło, że rozsmakowałam się w ruskich pierogach :) Skąd moja 20letnia niechęć do ruskich? To jest historia wielopokoleniowa... ;) Mój ś.p. dziadek pałał ogromną niechęcią do wszystkiego co było związane z ówczesnym ZSRR i Rosją na czele stąd ruskie nawet w postaci pierogów w moim domu wstępu nie miały ;) a jak wiadomo skoro nie było ich na stole to i smak ich był dla nas obcy... Na szczęście okazało się, że pierogi ruskie smakują całkiem spoko i od ładnych paru lat od czasu do czasu wychodzą z pod mojej ręki. Odkrycie ostatniego roku to ruskie z miętą! Pyszne a za sprawą dodatku mięty smak nie do podrobienia!

Składniki:
2,5szklanki pszennej mąki
1 szklanka dobrze ciepłej wody

Z mąki i wody zagnieść elastyczne ciasto.

Farsz:
4 duże ziemniaki
250g białego sera
1 duża cebula
1 łyżka świeżo posiekanej mięty lub 1 łyżeczka suszonej mięty

Dodatkowo:
posiekana i podsmażona na złoto cebulka do omaszczenia pierogów

Ziemniaki ugotować i przecisnąć przez praskę (lekko przestudzić).
Twaróg rozgnieść widelcem dodać do ziemniaków.
Na oleju usmażyć na złoto posiekaną cebulę, dodać do ziemniaków.
Do ziemniaków dodać również miętę, sól i pieprz do smaku.
Wyrobić na gładką masę.
Ciasto cienko rozwałkować, wykrawać kółka, nakładać porcję farszu, zalepiać pierogi.
Gotować w posolonym wrzątku 1,5-2minuty od czasu gdy pierogi wypłyną na wierzch.
Okrasić podsmażoną na złoty kolor cebulką.

Printfriendly