Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Przydatne wskazówki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Przydatne wskazówki. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 14 czerwca 2018

Słodki dżem truskawkowy bez cukru i innych słodzideł (metoda janginizacji)

Dżem truskawkowy chyba jeden z ulubionych
przetworów większości Polaków a może i nawet całego świata. Pysnziutki, słodziutki, przypominający nam o słonecznych dniach i bezstorskim letnim truskawkowym obżarstwie. W czasach mojego dzieciństwa pamiętam dokładnie jak na bułeczce maślanej lub rogaliku na cienkiej warstwie masła spoczywał ten dostojny jegomość -dżem truskawkowy! Do dzisiaj na samą myśl leci mi ślinka! Odkąd sama jestem matką chcę dać mojemu prezesikowi to co najlepsze tak też jest z dżemem gdy tylko dowiedziałam się od naszego znajomego Jacka o metodzie janginizacji owoców postanowiłam spróbować co prawda czekać musiałam całą zimę i wiosnę ale było warto! Oczywiście jak to przy tak spektakularnych nowinach bywa podeszłam do tematu z pewną dozą niepewności no bo jak to?! Słony dżem?! To nie może się udać! ;) Jednak ciekawość wzięła górę i gdy tylko weszłam w posiadanie należytej ilości truskawek postanowiłam pomóc wcielić w życie! Dżemy metodą janginizacji naprawdę wychodzą słodkie! Co prawda do megasłodyczy z dżemów sklepowych im daleko ale naprawdę dają radę! :) Ja swoje podrasowałam jeszcze dodatkiem pektyny co by mi się dziady nie rozlewały na kromkach i naleśnikach niemniej jednak niektórzy po prostu gotują truskawki np. 3 dni pod rząd po 30-40minut i podobno też konsystencja jest ok ja jednak nie byłam aż tak cierpliwa ponadto trzy godziny gotowania truskawek to w moim mniemaniu w słoiczku pozostaną tylko truskawki z nazwy... ;) Ok. Do rzeczy.

Co to jest janginizacja doczytałam tutaj. 
Janginizacja to nic innego jak wytrącanie naturalnych cukrów zowoców przy użyciu odrobiny soli, magia? Nie czysta chemia... :D i to nie taka co truje człowieka a taka, która człowiekowi sprzyja... ;)

Składniki: (wyszło mi 10małych słoiczków)

2kg truskawek
1/2 małej łyżeczki soli himalajskiej lub innej niejodowanej (lepiej dać mniej niż przesolić)
garnek z grubym dnem
1 opakowanie pektyny (na 2kg owoców)

Truskawki umyć, wyszypułkować pokroić na mniejsze kawałki a małe zostawić w całości.
Posypać solą i postawić na malutki gaz na 30minut często mieszając. Wystudzić odstawić na noc do lodówki.
Ponownie delikatnie zagotować, dodać pektynę, wymieszać gotować jeszcze przez 10minut po tym czasie dżem rozlać do słoików zakręcić, obrócić do góry dnem i poczekać aż wystygną, zanieść do spiżarki, zajadać gdy sezon truskawkowy minie... ;)

czwartek, 23 listopada 2017

Gotowe menu na Andrzejki

Na moim blogu uzbierałam przez cały okres prowadzenia blisko 600 przepisów i gdy odsyłam swoich znajomych aby znaleźli jakąś imprezową inspirację mimo etykiet, którymi oznaczam każdy przepis, zaczynają mieć nie lada problem... ;) Stąd ten wpis dla wszystkich, którzy szukają Andrzejkowych hitów a niekoniecznie mają czas przekopywać czeluście mego bloga. Dla tych, którzy chcą zabłysnąć w towarzystwie i upichcić coś pysznego! Dla wszystkich, którzy lubią mieć wszystko podane na tacy! Oto proszę! Prezentuję Wam gotowy zestaw Andrzejkowego menu! Jeśli Was odzew na tego typu wpis będzie pozytywny postaram się o inne pomocne zestawienia... :) Zapraszam do lektury i czekam na odzew z Waszej strony jak Wam się podoba. 

PRZEKĄSKI i SAŁATKI

1) KURCZAK W CIEŚCIE PIWNYM Z SOSEM ZIOŁOWO-CZOSNKOWYM
2) CEBULACZKI
3) SAŁATKA BROKUŁOWA Z MARYNOWANYMI CEBULKAMI CIOCI ELI
4) SAŁATKA Z RUKOLI Z GRUSZKĄ I SEREM FETA 


DANIE GŁÓWNE NA GORĄCO (DO WYBORU)

1) DORSZ W CIEŚCIE FRANCUSKIM Z SERKIEM ZIOŁOWYM
2) ROLADKI Z MIĘSA MIELONEGO Z KISZONĄ KAPUSTĄ
3) BIGOS
4) SŁODKO-OSTRA ZUPA Z KAPUSTĄ PEKIŃSKĄ

DESERY BEZ PIECZENIA I CIASTA (DO WYBORU)

1) BANOFFEE PIE
2) CIASTO CZARNA PORZECZKA
3) DESER POMARAŃCZOWA DELICJA
4) CIASTO MARCHEWKOWE

środa, 18 października 2017

Jak zrobić risotto?

Ładnych parę lat zajęło mi by w zaciszu swojej kuchni upitrasić eleganckie risotto, które bryluje na kuchenno-blogerskich salonach już od dawna ;) Pierwszym krokiem do tej wiekopomnej chwili był zakup odpowiedniego ryżu, który po zakupie na którymś z kolei tygodniu włoskim musiał przeleżeć w mojej szafce ładnych kilka miesięcy by zostać wykorzystanym. Aby zrobić pierwsze w swoim życiu risotto przekopałam kilka blogów, by znaleźć przepis najbardziej odpowiadający moim upodobaniom takowy wpadł mi w oko na mniam mniam.pl u Grzesia, użyłam go jako przepisu - bazy, którą oczywiście nieco zmodyfikowałam ;) Albo przy przygotowaniu towarzyszyło mi szczęście nowicjusza albo po prostu jestem stworzona do robienia risotto, bo wyszło obłędne! :) Jeśli do tej pory nie robiliście tego prostego ale jakże szykownego dania polecam nadrobić zaległości czym prędzej... ;)

Składniki:

1,5 szklanki  ryżu arborio
średniej wielkości cebula
2 łyżki tartego parmezanu
2 czubate łyżki masła
3 szklanki bulionu
1 szklanka białego wytrawnego wina
1 czubata łyżka natki pietruszki
4-5 sztuk suszonych pomidorów
1 łyżka oleju rzepakowego

Cebulę pokroić w drobną kostkę.
Na patelni rozgrzać 1 łyżkę masła i olej. Dodać cebulę, lekko ją zeszklić. Ważne aby jej nie zbrązowić. Do zeszklonej cebuli wsypać ryż i wymieszać aby cały został oblepiony tłuszczem. Podlać 1 chochlą bulionu i zamieszać gdy bulion zostanie wchłonięty podlać kolejną chochlą znów zamieszać i poczekać aż ryż wchłonie cały bulion. Tym razem ryż podlać winem i ponownie zamieszać.Dodać pokrojone w paseczki pomidory i posiekaną pietruszkę i znów podlać chochlą bulionu. Czynność powtarzać do momentu aż bulion się skończy. Gdyby po około 20 minutach ryż nadal był twardy podlać bulionem. Na koniec dodać łyżkę masła i parmezanu, wymieszać. Ryż finalnie powinien być miękki i kremowy.
Podawać jako dodatek do mięs lub samodzielne danie.

poniedziałek, 18 września 2017

Jak gotować z małymi dziećmi i nie zwariować

Dzisiaj mimo Fit Poniedziałku gościnny wpis jak dla mnie najlepszej Matki Polki jaką znam! Ala to moja przyjaciółka z czasów studiów gdzie patrząc na jej podejście do życia nikomu nawet nie przeszło przez myśl, że zostanie topową matką polką rocznika '89! ;) Ala od niedawna prowadzi bloga Praktyczny Dom, Praktyczne Biuro gdzie sprzedaje swoje patenty jak być doskonałą matką i nie zwariować a jest w tym zdecydowanie ekspertem, bo poza trójką uroczych dzieci ogrania męża, dom i pracę na kilku płaszczyznach jednocześnie, po prostu kobieta petarda! Dosyć wstępu czas na znakomity wpis jak to mawiają bloggerzy Lifestyle'owy o tym jak gotować z małymi dziećmi i nie zwariować :) Zapraszam do lektury! <3

Witam wszystkich czytelników najznakomitszego bloga o gotowaniu, jaki przyszło mi odwiedzić  
Nie śmiałabym się nawet równać z mistrzem gotowania, dlatego nie będzie tu żadnej tajemnej receptury, która podbije Wasze kubki smakowe. Zamierzam za to podzielić się kilkoma złotymi radami JAK GOTOWAĆ. A dokładniej JAK GOTOWAC PRZY DZIECIACH. Bo co z tego, że mamy wspaniały przepis, skoro Bąble skutecznie uniemożliwiają chociażby odmierzenie dwóch szklanek mąki… 

Jako Matka Polka trójki małych dzieci wiem, że gotowanie przy dzieciach to nie lada wyzwanie. „Mamo, pić!”, „Ona mi zabrała!”, „Gdzie moja małpka?” Szukasz małpki - z garnka kipi. Szykujesz picie – przypala się. Może lepiej pizza na telefon…? A może zabrać się za gotowanie gdy Bąbel zaśnie?
Nie, nie, nie. Nie chodzimy na łatwiznę. Wszystko jest możliwe w Praktycznym Domu. Oto kilka sprawdzonych sposobów:


Noworodek/niemowlę. 

Moje dzieciaki w okresie niemowlęcym najwięcej spały… w kuchni  Czyż może być przyjemniejszy dźwięk do spokojnego zasypiania niż szumiący nad głową okap…? Maluch do wózka, wózek do kuchni, okap na całego, do tego ukochany kocyk i smok do dzioba. Maluch chrapie, a Mama spokojna, bo ma dziecko na oku i spokojnie może gotować. Polecam!


Bawiące się niemowlę/małe dziecko. 

Kto powiedział, że dziecko może się bawić jedynie w pokoju? Moje regularnie tarzały się po podłodze w wejściu do kuchni  Bąbel na matę/ miękką kołdrę/ krzesełko ze stoliczkiem, zabawki pod ręką, a Mama gotuje obok. 


Młodsza córcia gotuje z mamą (zdjęcie archiwalne)

Małe dziecko. 

Tu już pełne pole do popisu, bo i możliwości dużo. Początkowo poniższe zabawy miały miejsce na małym stoliczku, przy małym krzesełku, postawionym (a jak!) na samym środku kuchni, z czasem Bąble przeniosły się na duży kuchenny stół, a ja zyskałam dodatkowy metr kwadratowy przestrzeni do ganiania z solą, pieprzem czy papryką…:


  • Kącik plastyczny/manualny Mama gotuje, a Bąbel przy stoliczku obok rysuje/ maluje farbami/ wycina z gazet/ przykleja zebrane na spacerze liście/ lepi z ciastoliny/ buduje z piasku kinetycznego. Narzucamy odpowiedni temat, pół godzinki nasze!
Mama gotuje, a Dziewczyny malują. Starsza z farbami, Młodsza z matą wodną – zabawa na całego, a sprzątania prawie wcale!

  • Ryż (lub kasza jęczmienna – tańsza :P) Kupujesz kilogram ryżu/kaszy, układasz na stoliku łyżeczki, garnuszki, talerzyki, miseczki a Bąbel przesypuje, nakłada, rozdziela, bawi się w gotowanie. I Ty również 
  • Wspólne gotowanie.To wersja hard-core, ale satysfakcja Bąbla gwarantowana. Pozwalasz Bąblowi sobie pomóc. Pomoc oczywiście polega na trzykrotnym wydłużeniu czasu przygotowania posiłku i trzykrotnie większym bałaganie, ale przynajmniej Bąbel ma zajęcie. Moje dziewczyny regularnie myją w zlewie warzywa na zupę, odmierzają łyżeczki przypraw czy szklanki mąki, mieszają, przyprawiają mięso, czy wybierają w jakiej kolejności należy obrać ziemniaki. Najpiękniejsza jest ta duma, kiedy serwują tacie zrobiony przez siebie obiad… 
  • Starsza pomaga w przygotowaniu obiadu.
  • Małe co nieco… Dać dzieciom paczkę chrupek/paluszków/cukierków i ugotować obiad to chyba dość znany patent. Tylko co nam po tym, skoro dzieci najedzą się głupot i misternie upichconego obiadu już nie tkną. Jeśli już mam czymś zając Bąblowe buźki, stawiam na ryż lub pszenicę preparowaną. Ciężko się tym najeść, ale sam proces pochłaniania tych małych, niezbyt kalorycznych ziarenek na jakiś czas zajmie Bąble…
  • „Jaka to melodia?” – teleturniej przy garach. Zaczynasz nucić jakąś piosenkę – dobrze znaną Bąblowi – i czekasz aż „załapie” co to za utwór. U nas sprawdzało się rewelacyjnie już w wieku 1,5 roku!!!
  • Zmywarka. Jeśli akurat masz niedawno zmyte naczynia, daj Bąblowi zadanie specjalne – posegregować sztućce. Wyciągnij wcześniej z koszyczka wszystkie noże i inne niebezpiecznie elementy, koszyczek na stół, Bąbel na krzesło i do roboty! Zanim Bąbel dzielnie opróżni koszyczek, Ty zdążysz przygotować zupę 
Dziewczyny w ferworze segregowania sztućców

  • Porządki w kuchni. Nie wiem jak Wasze Bąble, ale moje Dziewczyny od małego rwą się do miotły i gąbek… Dlatego często z tego korzystam, również przy gotowaniu. Bąble dostają w rękę gąbki do mycia naczyń i szorują te nasze kuchenne szafeczki zamaszystymi ruchami. Chwilę później w ruch idzie miotła, zmiotka i szufelka – zabawa na całego, a drugie danie prawie gotowe!
Jeśli spodobały Wam się pomysły podrzucone przez Alę zapraszam do niej na bloga -> Praktyczny Dom, Praktyczne Biuro  <- po więcej rodzicielskich patentów. Zapraszam również do dzielenia się swoimi patentami w komentarzach :) Pozdrawiam!




środa, 7 czerwca 2017

Patent na idealne jajko na miękko, które zawsze wychodzi

Jajko na miękko w moim życiu trzyma się mocno i jak do jajek sadzonych czy na twardo
musiałam dorosnąć tak na jajka na miękko zawładnęły moim sercem odkąd je pamiętam. Niestety mimo wielu nieudolnych prób nie potrafiłam ugotować jajka na miękko w punkt... Wynikało to pewnie z tego, że zazwyczaj miałam szczęście przychodzić na tzw. 'gotowe'. Moim mistrzem gotowania jajek na miękko jest mój teść! Każda próba przygotowania jaj na miękko w jego wykonaniu wychodzi po prostu idealnie! Po latach nieudanych prób postanowiłam po raz ostatni podejść do tematu i pewnego pięknego poranka stwierdziłam, że zrobię pewien eksperyment. O moje zdziwienie eksperyment się powiódł niemniej jednak aby potwierdzić skuteczność tej metody musiałam ugotować kilka porcji jajek w ten sposób aby mieć pewność, że sposób, który Wam tutaj zaprezentuję działa ;) No dobra dość lania wody czas przejść do konkretów.


Sposób na idealne jajko na miękko wg Agi z gotuj się do gotowania! (może ktoś przede mną wpadł na ten pomysł niemniej jednak ja doszłam do niego sama... ;) )


1 jajko z lodówki (zimne) rozmiar M

wrzątek
odrobina soli
kubek emaliowany 0,5l
mały palnik gazowy

Do kubeczka lub garnuszka 0,5l wlać wrzącą wodę (ok.1/2 lub nieco więcej)

Do wody łyżką stołową ostrożnie włożyć jajko.
Włączyć ogień pod garnuszkiem, wsypać odrobinę soli.
Włączyć stoper na 5minut, po tym czasie wyjąć jajo z wrzątku, lekko przestudzić.
Voila! Jajo na miękko gotowe! :)

piątek, 19 maja 2017

Syrop z pędów sosny

Syrop z pędów sosny to jest coś co wyjątkowo przypadło mi do gustu. Już rok temu wiedziona
instynktem nastawiłam słój tego dobrodziejstwa i mimo, że mogłam zrobić wersję alkoholową to intuicyjnie zrobiłam wersję bez alkoholu, która tej zimy okazała się dla mnie zbawienna i pomogła wyjść z niejednego przeziębienia! Poza pro-zdrowotnym działaniem smak sosnowego syropu jest przyjemny i jego niewielki dodatek z pewnością podrasuje niejeden deser sprawiając przy tym, że deser będzie nie tylko smaczny ale i zbawienny dla naszych dróg oddechowych! Z moim zeszłorocznym syropem wiąże się ciekawa historia a wręcz AFERA! Afera zaginionej butelki! Po kilki owocnych aplikacjach syropu podczas moich jesienno-zimowych przeziębień syrop po prostu zniknął! Gdy na przełomie lutego i marca dopadła mnie grypa, która totalnie ścięła mnie z nóg przypomniałam sobie, że najlepiej pomoże mi syrop z pędów sosny jak wielka była moja rozpacz gdy syrop przepadł!! Co więcej po wyleczeniu grypy nadal nie wiadomo było co się stało z butelką syropu! Śledztwo utknęło w martwym punkcie! Śmiałam się sama do siebie, że gdy nastawię słój z nowym syropem stary znajdzie się w momencie! Tak też właśnie było! Dzisiejszego przedpołudnia gdy w koszyczku miałam już świeżutka porcję pędów pomaszerowałam do komórki, w której przechowujemy puste butelki i co tam znalazłam? Pełną butelkę syropu z poprzedniego roku! Kto go tam wyniósł pozostanie z pewnością nieodgadnioną tajemnicą... niemniej jednak cieszy mnie fakt, że się odnalazła, szkoda by było tak cennego trunku... ;)

Składniki:

młode pędy sosny
cukier

Młode pędy sosny połamać na mniejsze kawałki, włożyć do słoja, układać warstwami pędy sosny i cukier.
Zakręcić słoik z lekkim 'luzem' i odstawić na parapet najlepiej dobrze nasłoneczniony na tydzień, dwa aż pędy puszczą sok. Wtedy pędy odcedzić na jałowej gazie, powstały syrop przelać do butelki i odstawić w chłodne i zaciemnione miejsce.

Po cały elaborat na temat syropu sosnowego zapraszam na stronę Klaudyny Hebdy :)



poniedziałek, 27 lutego 2017

Domowy sos sałatkowy

Pewnie część z Was ma podobne doświadczenia z kucharzeniem jak ja i pamięta czasy zachwycania się gotowymi ułatwiaczami takimi jak gotowe sosy sałatkowe. Pamiętam jako mała dziewczynka te małe saszetki z niemieckimi napisami, które od czasu do czasu przywoził nam wujek z Niemiec gdy w Polsce o gotowych sosach sałatkowych jeszcze nikt nie słyszał! Ba! Uwielbiałam smak zielonej sałaty przyrządzanej właśnie z tym sosem przypadała mi do
gustu o wiele bardziej niż tradycyjna ze śmietaną! Gdy w Polsce pojawiły się te magiczne saszetki w moim domu od czasu do czasu sięgano po nie chętnie (a w którym domu nie? ;) ) do dziś pamiętam smak surówki z kapusty pekińskiej robioną przez moją babcię Stasię właśnie z tym sosem! Smak był nie do podrobienia, bo babcia zawsze ten sos po swojemu udoskonalała. Fascynacja sosem z torebki minęła bezpowrotnie gdy modne stało się czytanie etykiet co właściwie dany produkt zawiera od tamtej pory smak pekinki juz nigdy nie był taki sam... ;) Do czasu aż którejś pięknej zimy a może wiosny? Ciocia Mary sprzedała mi patent jak taki sos zrobić samemu to było odkrycie na miarę kulinarnego nobla! :) Przepis, który prezentuje Wam poniżej jest właśnie inspirowany sosem Cioci Mery jednak proporcje i dodatki to już moja wesoła twórczość i powiem wam, że jest to najlepszy sos do sałatki jaki wyszedł spod mojej ręki! Aż nie mogę się doczekać zielonej sałaty latem aż będę mogła nim polać te urocze zielone listki! A tymczasem stosuję go do kapusty pekińskiej :)

Składniki:
3 łyżki wody
1/4 łyżeczki soli
2 łyżki octu balsamicznego
1 łyżeczka cukru
1 ząbek czosnku przeciśnięty przez praskę
3 łyżki oleju lnianego tłoczonego na zimno (lub zwykły rzepakowy, oliwa z oliwek)
1/2 bardzo drobno posiekanej małej czerwonej cebulki

Wodę, ocet, sól, cukier, czosnek i cebulkę wymieszać aż sól i cukier się rozpuszczą, dodać olej, całość wymieszać. Odstawić na kwadrans. Polać sałatę lub surówkę tuż przed podaniem.

środa, 14 grudnia 2016

Najlepsza polewa czekoladowa - zawsze się udaje

Dzisiaj przepis na najlepszą moim zdaniem polewę czekoladową, która w 100% spełnia moje oczekiwania. Przepis wyszperałam w drogocennym zeszycie mojej rodzicielki i sądząc po charakterze pisma pochodzi od Babci Niny, którą na łamach bloga nie raz Wam już przedstawiałam ;)
Pyszna polewa o idealnych proporcjach ratuje mnie z każdej opresji, gdy ciasto gotowe a ja nie wiem czym je udekorować ;) Polewa wspaniale komponuje się z wszelakimi ciastami typu murzynek, wuzetka, piernik itd. chociaż wykorzystywałam ją również do polewania 'białych' ciast i wtedy dzięki fajnemu połączeniu otrzymywałam ciekawe łączenia smakowe.
Ta polewa to smak izaury, którą jadałam u babci Niny na wszystkich możliwych imprezach, to smak murzynka, który babcia Nina piecze po mistrzowsku!
Ta polewa to klasyk wśród klasyków, po zastygnięciu nie lepi się, fajnie przylega do ciasta i dobrze się zastyga jest na tyle dobra, że po jej wypróbowaniu przestałam zawracać sobie głowę innymi przepisami. Po prostu ta jest najlepsza i koniec, kropka! :)
 

Składniki:
5dag masła
3 łyżki wody lub mleka
3 łyżki cukru
2 łyżki kakao
ew. odrobina zapachu jeśli chcemy podkręcić aromat polewy

Wszystkie składniki rozpuścić w garnuszku, stale mieszając doprowadzić do wrzenia. Zdjąć z ognia, lekko przestudzić (tylko tyle aby przestała się gotować), polać ciasto.
Proporcje na przygotowanie polewy starczą na polanie dużego placka (tj. z formy ok.34x40cm)

poniedziałek, 29 lutego 2016

Domowa bulionetka

Wszyscy robią bulionetki zrobiłam i ja! Nie wiem jakim cudem tak długo ukrywał się przede mną ten genialny przepis na domową bulionetkę z racji tego, że trochę udzieliło mi się zdrowe a może nawet nie zdrowe tylko bardziej świadome żywienie jakiś czas temu zaczęłam unikać wszelkich kostek rosołowych. Nie ukrywam, że to było bolesne pożegnanie, bo niestety ale wzmacniacze smaku w zupie robiły robotę... wstyd się przyznać ale tak właśnie było. Odkąd zrezygnowałam z zupowych "dopalaczy" musiałam się nieźle nagimnastygować, żeby wydobyć pożądany smak zupy ;) Jak była moja radość gdy na  spotkałam przepis na domową bulionetkę!  Oczywiście po znalezieniu przepisu zaczęłam drążyć i odnajdywać coraz to nowe wersje jednak w swoim przepisie najbardziej podpierałam się tym ze strony chleby.info.  Gdy nadeszła sobota i czas mi na to pozwolił wzięłam się do roboty. Jakież było moje zdziwienie, że poza krojeniem roboty przy tym tyle co wcale! :) Ten przepis to był strzał w 10! Genialny dodatek do zup i sosów bez zbędnego składu chemicznego ;) Wszystkich wahających się zachęcam do wypróbowania! Zwłaszcza wszystkich, którzy z kostek korzystają lub do niedawna korzystali ;)

Składniki: (na 6 słoiczków jak po koncentracie)
3 średnie marchewki
2 średnie pietruszki
1 średni por pokrojony w piórka
1 mały seler
1 średnia cebula
2 ząbki czosnku
1 łyżeczka ziarenek pieprzu
1 łyżeczka ziela angielskiego
4 listki laurowe
1 łyżeczka kminku
1 łyżeczka kurkumy
1/3 łyżeczki chili 
1 łyżeczka pieprzu ziołowego
17dag soli gruboziarnistej (tak 17dag nie pomyliłam się z ilością soli - w kostkach jest jej jeszcze więcej ;) )
2 łyżki oleju kokosowego

Marchew, pietruszkę i seler pokroić jak najdrobniej lub zetrzeć na tarce (ja rozdrobniłam w blenderze).
Przyprawy zmiksować na pył w młynku do kawy lub rozetrzeć w moździerzu.
Warzywa, posiekaną cebulkę, czosnek i zmielone przyprawy wymieszać i zalać wodą tak aby lekko zakryła ich powierzchnię. Dodać sól, oraz olej kokosowy. Wszystko gotować. na małym ogniu przez ok. 1godz. po tym czasie ugotowaną masę przełożyć na sitko odcedzić z nadmiaru wody, przełożyć do blendera i zmiksować na gładki mus. Odcedzoną warzywną wodę przelać do buteleczki jest bardzo esencjonalna i można ją zamrozić w postaci kostek - obok bulionetki będziemy mieć wspaniałe kostki rosołowe :)
Gotowy mus przełożyć do słoiczków, można zapasteryzować lub przechowywać w lodówce. Dodawać 1 łyżeczkę lub więcej do zupy lub sosu. Mniam! :)


środa, 24 lutego 2016

Odmiany ziemniaków - który do czego?

Ziemniak warzywo tak wdzięczne i o tak szerokim zastosowaniu, że grzechem było by nie stworzyć o nim osobnego wpisu na blogu. Ziemniaki w moim życiu jadłam od zawsze co prawda jako dziecko nie przepadałam za tymi ugotowanymi i podawanymi prosto do obiadu jednak wszelkiego rodzaju przetwory ziemniaczane takie jak pyzy, kluski, kopytka, placki ziemniaczane itd. darzyłam miłością ogromną od dziecka! Co ciekawe jako dziecko nie znosiłam frytek! :) To kolejny przykład tego, że pod względem upodobań kulinarnych byłam dość dziwnym dzieckiem ;) Ziemniaki z koperkiem zaczęłam doceniać stosunkowo niedawno, bo dopiero na studiach, teraz jestem na takim etapie w ziemniaczanej fascynacji, że zjadam je pod każdą postacią i pod każdą postacią smakują mi fenomenalnie i mimo, że w w stolicy ziemniaka - Wielkopolsce nigdy nie mieszkałam, to jeśli chodzi o moje zamiłowanie do pyr mogę śmiało powiedzieć, że część mojej kulinarnej duszy należy właśnie do tego regionu!

Wraz z moja ziemniaczana fascynacją zrodziło się w mojej głowie pytanie, które ziemniaki do czego... Kiedyś odpowiedź była prosta moja kochana Babcia Stasia sadziła kilka odmian ziemniaków i razem z mamą zawsze wiedziały, które ziemniaki do czego. Niestety wszystko poszło z duchem czasu i moje gospodarstwo domowe podpiera się ziemniakami zakupionymi w sklepie lub na targu a tam sprawa już nie jest taka oczywista, bo jak w Tesco piszą na opakowaniu co to za ziemniak i jakiej klasy i do czego użyć tak już w innych miejscach niekoniecznie co dla mnie osobiście jest nieco uciążliwe, bo jeśli chcę robić kluski to potrzebuję ziemniaków wyspecjalizowanych pod kluski a jeśli robię frytki to potrzeba mi mączystych... ot problem współczesnego świata! Teraz trochę przydatnej wiedzy na temat mojego ukochanego ziemniaka :)
Wg wszechwiedzącej Wikipedii pochodzi z Ameryki Południowej gdzie była już znana od tysięcy lat! Szczerze powiem, że wiek ziemniaka zrobił na mnie wrażenie! W tym momencie nabrałam do niego jeszcze większego szacunku :)
W Europie rodowód ziemniaka jest nieco krótszy, bo pojawił się on na starym kontynencie w okolicach XVIw. Nasz poczciwy ziemniak przyjechał do Polski za sprawą Jana III Sobieskiego, który ten wspaniały przysmak przysłał w prezencie Marysieńce - swojej ukochanej. Za sprawą podarowanych sadzonek to właśnie w Wilanowie zaczęto jeść ziemniaki. Jak podaje portal groogle 'Do wzrostu popularności ziemniaka przyczynił się francuski farmaceuta i agronom Antoine Augustin Parmentier, który nakazał dozorować obsadzone ziemniakami pola. Dozór był jednak wyłącznie dzienny, więc nocą, zainteresowani nowinką wieśniacy, kradli sadzonki i zaczęli je uprawiać na własnych poletkach'. I bardzo dobrze! Szkoda było by trzymać tak pyszne i pożyteczne dla naszego zdrowia warzywo!! :) Z ciekawostek na koniec warto dodać, że Polska to jeden z największych producentów ziemniaków w skali Europy! Mamy się czym pochwalić w 2015 zebrano u nas 6tys. ton ziemniaków! Co prawda jest to o 18% mniej niżeli w poprzednich latach mimo to, jak widać ziemniak w Polsce trzyma się mocno!
Pozwólcie, że przejdę teraz do najbardziej interesującej części czyli jaki ziemniak do czego.
Aby rozróżnić ziemniaki po ich przydatności kulinarnej niezbędne jest zapoznanie się z typem kulinarnym odmiany. Generalnie wyróżnia się 3 główne typy, czasami podaje się również dwa podtypy.

Typ A - sałatkowy
Odmiany ziemniaków zaliczanych do typu A charakteryzuje się tym, że się nie rozgotowują. Po ugotowaniu ich miąższ pozostaje zwięzły i się nie rozsypuje tak jak ma to miejsce przy ziemniakach typy C. Ich zwarta struktura bardzo ładnie się kroi co powoduje, że najczęściej wykorzystywane są do sałatek, zup, zapiekanek oraz smażenia.
Najpopularniejsze odmiany zaliczane do typu A to: Agata, Almera, Altesse, Annabelle, Belinda, Cecile, Dali, Denar, Impala, Impresja, Krasa, Lord, Mozart, Musica, Nicola, Oberon, Orchestra, Otolia, Riviera, Vineta, Vivaldi, Viviana, Volumia, Zenia

Typ B - ogólnoużytkowy
Najbardziej uniwersalny i popularny ziemniak dostępny w naszych sklepach. Swoją strukturą nadaje się zarówno do sałatek, zup, zapiekanek jak również kopytek, bab ziemniaczanych oraz jako popolurany dodatek obiady tzw. 'ziemniak z wody'.
Ziemniaki typu B po ugotowaniu zachowuja zwięzłą strukturę jednak pod lekkim naciskiem tłuczka lub widelca rozpadają się.
Najpopularniejsze odmiany ziemniaków typu B to: Agria, Arielle, Aruba, Asterix, Augusta, Bellarosa, Bellini, Belmonda, Berber, Bila, Bogatka, Bohun, Bondeville, Carrera, Colette, Cyprian, Ditta, Folva, Fresco, Gala, Gwiazda, Ignacy, Ingrid, Irga, Irys, Jelly, Latona, Lavinia, Lilly, Michalina, Oman, Raja, Red Lady, Red Fantasy, Ramos, Roko, Rosalind, Roxana, Sagitta, Sante, Satina, Stasia, Syrena, Victoria, Zagłoba

Typ C - lekko mączysty

Typ ziemniaka najczęściej używany przy produkcji frytek, placków ziemniaczanych oraz pure. Ich miąższ po ugotowaniu jest suchy i sypki przez co nie jest wykorzystywany do farszów i tzw. ziemniaków z wody. Ich mączysta i sypka struktura wspaniale sprawdza się przy robieniu frytek, smażeniu placków ziemniaczanych oraz puree.
Najpopularniejsze odmiany ziemniaków zaliczanych do tej grupy to:
Agnes, Ametyst, Amora, Bryza, Cekin, Courage, Courlan, Donald, Etiuda, Etola, Eurostar, Ewelina, Fianna, Finezja, Gawin, Gracja, Gustaw, Honorata, Innovator, Jurata, Jurek, Justa, Jutrzenka, Lady Claire, Lady Florina, Lasakra, Legenda, Magnolia, Malaga, Marlen, Mazur, Melody, Miłek, Mondial, Owacja, Tajfun, Tetyda, Veronie, VR 808






Źródła:
Fresh Market
Groogle.pl
GUS
Polski Ziemniak

środa, 20 stycznia 2016

Jak ugotować idealne jajko na twardo?


Jajko - w moim życiu jedzenie jajka pojawiało się od najmłodszych lat. Na początku mego życia jadłam tylko i wyłącznie jajka na miękko z kromeczką posmarowanego chleba w komplecie, był to dla mnie zestaw idealny do dzisiaj pamiętam plastikową białą podkładkę na jajko i kubek z kogutkiem, w którym zawsze była herbata z cytryną, tak smakowało jajko mojego wczesnego dzieciństwa. Dopiero w okresie młodzieńczym przekonałam się do jajek na twardo. Jajko na twardo solo zaczęłam jadać dopiero w gimnazjum wcześniej nie potrafiłam odnaleźć w nim żadnego pociągającego mnie smaku na szczęście kubki smakowe się zmieniają od czasów moich nastu lat jestem z jajkiem na twardo zaprzyjaźniona. Przypomniało mi się dosłownie w tej chwili, że epizod z jajkiem pojawiał się również jak byłam dzieckiem wtedy mama robiła nam kanapki z jajkiem pokrojonym w plasterki, posypane szczypiorkiem i lekko posolone - o w takiej formie zdarzyło mi się jajo na twardo przetrącić ;) Jajka sadzone to taka historia w moim życiu, która nawet nie wiem kiedy się pojawiła hmm po prostu któregoś dnia, którego za bardzo nie pamiętam w jajku sadzonym rozsmakowałam się tak bardzo, że teraz jest to jedno z moich ulubionych sposobów podawania jajek. Jajecznica z kolei była obecna w moim życiu jednak nigdy nie skradła mego serca aż do momentu gdy spróbowałam jajecznicy mojego kochanego męża (wtedy jeszcze niemęża :) ) od tej pory jestem ogromna fanką jajecznicy ale tylko tej przyrządzanej przez mojego M.! :) Ostatnim przebojem w mojej kuchni są jajka w koszulkach, taki banał a takie pyszne! Całe swoje niezbyt długie aczkolwiek barwne kulinarne życie myślałam, że jajko w koszulce to jest po prostu szczyt umiejętności kulinarnych, było to spowodowane poniekąd I edycją Master Chefa gdzie wszyscy robili jajka w koszulkach był to dla mnie swoisty wyznacznik trudności na szczęście w miarę się
opamiętałam i wzięłam sprawy w swoje ręce, wrzątek, sól odrobina octu jajko i mamy jajo w koszulce jak marzenie. Teraz się tylko zastanawiam czy przez to dokonanie jestem już MasterChefem swojej kuchni? ;) Pewnie zastanawiacie się skąd ten jajeczny bełkot na mojej stronie? Już Wam odpowiadam na to pytanie. Moje jajeczne historie wzięły się z tego, że chciałam napisać o tym jak perfekcyjnie ugotować jajko na twardo tak aby w środku było żółciutkie a skorupka odchodziła ładnie i bez szarpania białka dlatego w dalszej części wpisu kilka wskazówek jak ugotować w swoim kuchennym zaciszu idealne jajo na twardo :)





1. Wybór jajek

Do gotowania nie powinniśmy używać świeżych jajek tuż z pod naszej lub sąsiada kurki ;) Każda szanująca się gospodyni domowa powie Wam, że takie jajka są nieobieralne! :) Coś o tym wiem, bo akurat produkcję jaj mam na podwórzu więc wiem co znaczy ugotować jednodniowe jajo na twardo ;) Co ciekawe takie świeże jajka warto włożyć do lodówki, zostawić je na 5-7 dni i po tym czasie używać do gotowania na twardo.

2. Osprzęt
Jak już wiemy jakie jajka wybrać przechodzimy do gotowania :) Tutaj kilka wskazówek nt. jaki garnek, ile wody i co tam jeszcze można dodać ;) No to tak:
- trzeba pamiętać, że im większy garnek tym lepiej. W artykule na Pintereście znalazłam, że świetnym patentem jest wykorzystanie głębokiej patelni (takiej do sosu) wtedy jajka są na jednej płaszczyźnie i wszystkie mają tyle samo wody i taką samą temp. gotowania.
- w gotowości mamy sól (pomoże łatwiej obrać jajka ze skorupki) i ewentualnie odrobinę octu (będzie pomocny przy zachowaniu śnieżnobiałego białka gdy któreś jajo się zbuntuje i postanowi pęknąć.

3. Gotowanie:
Do garnka wkładamy jajka, wlewamy zimną wodę tak aby przykryła jajka na 0,5-1cm.
Doprowadzamy do wrzenia, gdy jajka zaczynają szaleńczo się gotować skręcamy gaz na mniejszy.
Przykrywamy przykrywką i gotujemy przez kolejne 7-9 minut na wolnym ogniu. Aby nie przegapić czasu najlepiej ustawić minutnik! :)
Po 14 minutach jajka natychmiast zalać zimną wodą a następnie włożyć do lodu. (lodowej metody nie próbowałam myślę, że lodowata woda będzie i tak ok ;))

4. Obieranie:
Po kilku minutach w chłodzie wyciągamy jajka, osuszamy i delikatnie obijamy skorupkę (delikatnie).
Potłuczone jajka wkładamy ponownie do lodowatej wody na czas od 1-3 minut.
Jajka wyjmij z zimnej wody i obij skorupkę dookoła, robimy to ostrożnie żeby nie naruszyć białka.
Poodbijane jajka kładziemy na desce i jedno po drogim kilkakrotnie kulistymi ruchami naszej dłoni wałkujemy po desce, również delikatnie, żeby nie naruszyć białka. Ten krok może wydać się dziwny ale naprawdę jest pomocny więc raczej go nie omijajmy :)
Po tej czynności obieramy jajka ze skorupek, aby ułatwić sobie zadanie jeszcze bardziej, jajka można obierać pod bieżącą wodą wtedy strumień wody będzie naszym sprzymierzeńcem i zrobimy to jeszcze z większą łatwością :)

Czynności całkiem sporo ale gra warta świeczki, bo takie pięknie obrane jajeczka z nienaganną strukturą to majstersztyk.

W swojej kuchni przetestowałam patent z sodą. Dodając do wody,w której gotujemy jajka dodajemy łyżeczkę sody, wtedy skorupka też bardzo ładnie odchodzi i metoda jednak mniej skomplikowana ;)


Źródło:http://www.gettystewart.com/how-to-make-perfect-boiled-eggs-that-are-easy-to-peel/

piątek, 11 grudnia 2015

Śledzie pod pierzynką

Śledzie to ryba, którą nawet jako dziecko lubiłam zajadać. Sałatka śledziowa w wykonaniu mojej mamy to był majstersztyk! Niestety przepisu nie zdążyłam podpatrzeć więc muszę radzić sobie własnymi siłami i usilnie próbuję odtworzyć smak tej sałatki z racji tego, że do ideału jeszcze w tej kwestii nie doszłam proponuję śledzie w innej jednak niemniej równie pysznej odsłonie. Zrobiłam je na poprzednią Wigilię, która w moim życiu była wyjątkowa, bo po raz pierwszy spędzana na Podkarpaciu co więcej to była pierwsza Wigilia w roli żony więc debiut był udany śledzie na Wigilijnym stole zrobiły furrorę a kto nie miał okazji lub też miejsca aby wcisnąć chociaż odrobinę to zajadął się nimi na drugi dzień. Nic nie kłamię w smaku obłędne a poprzez dodatek buraczków piękne zarazem! :)

Składniki:
6 solidnych grubych płatów śledziowych matias (ja wykorzystałam sprzedawane na wagę w oleju - po odsączeniu są już pyszne, lekko kwaskowate i gotowe do użycia, można pokusić się o wymoczenie solonych filetow z odrobiną soku z cytryny lub octu)
2 średniej wielkości cebule 
3 ugotowane marchewki
3 średnie ugotowane buraczki czerwone 
3 duże ugotowane ziemniaki
3 duże ogórki kiszone
3 jajka na twardo
pęczek szczypiorku (można pominąć)
1 słoik majonezu (400ml)
sól i pieprz do smaku 
najlepiej miska z płaskim dnem

Na dnie miski ułożyć pokrojone w kostkę śledzie. Cebulę pokroić drobno, sparzyć, odcedzić na sitku, posolić i popieprzyć. Posypać śledzie. Posmarować cienką warstwą majonezu.
Buraki zetrzeć na grubych oczkach, ziemniaki i marchew pokroić w kostkę jak na sałatkę jarzynową.
Na mojonez ułożyć 1/2 ziemniaków. Posolić i popieprzyć. Na ziemniaki położyć 1/2 porcji marchewki lekko przyprawić posmarować cienką warstwą majonezu. Ułożyć połowę startych buraków położyć drugą część ziemniaków, lekko posolić i popieprzyć, ponownie posmarować cienką warstwą majonezu następnie położyć marchew lekko posolić i popieprzyć, ponownie posmarować majonezem, wyłożyć resztę buraków. Posmarować majonezem. Na to położyć pokrojone w kostkę ogórki kiszone oraz pokrojone w drobną kostkę jajka na twardo. Posypać szczypiorkiem. Odstawić do lodówki najlepiej na noc.

środa, 25 listopada 2015

Kuskus - kasza czy makaron?

Ostatnio w pracy zajadając sobie kuskus z warzywami zostałam zapytana przez kolegów co to takiego bez wahania odpowiedziałam, że kasza kuskus koleżanka siedząca przy stoliku obok podważyła moje twierdzenie mówiąc, że kuskus nie jest kaszą a makaronem moje zdziwienie było ogromne i szczerze przyjęłam to z pewną dozą niedowierzania. Na szybko odpowiedziałam, że owszem kuskus jest robiony z pszenicy durum jednak na logikę biorąc kuskusowi bliżej do kaszy niż makaronu, który jest robiony z mąki z pszenicy durum oraz wody czyli prościej mówiąc powstałego ciasta. Postanowiłam temat zgłębić a swoimi obserwacjami podzielić się z Wami na blogu. Aby być dostatecznie wyedukowaną przestudiowałam internet i już wiem! Kuskus to ni kasza ni makaron chociaż strukturą i metodą pozyskiwania zdecydowanie bliżej jej do kaszy. Niestety wielu producentów pod nazwą kuskus sprzedaje właśnie kuskusopodobodne wyroby z mąki z pszenicy durum wody o innych dodatków taki kuskus rzeczywiście więcej ma wspólnego z makaronem niż kaszą...
Kuskus przywędrował do nas z odległych terenów północnej części Afryki. Wg Wikipedii Kuskus pierowtnie był odpadem uzyskiwanym podczas mielenia ziaren na mąkę w prymitywnych żarnach. Obecnie jak podaje jeden z przodowych producentów wyrobów zbożowych Kupiec ziarna pszenicy durum po rozdrobnieniu poddawane są wstępnej obróce termicznej za pomocą pary co pozwala w szybkim czasie przygotować kaszę. Poprzez szybkość przygotowania kuskus znalazł również wielu zwolenników w Polsce (ze mną na czele :) ). Kuskus posiada jeszcze drugą zaletę można go jeść zarówno na zimno jak i na ciepło co więcej co byśmy do niego nie dodali to wyjdzie pysznie! Wiem, bo przetestowałam na sobie wielokrotnie. Jak nie mam pomysłu co wziąć do pracy wielokrotnie robię kuskus wrzucam co akurat mam w lodówce i obiad do pracy gotowy w 10min! :)
A teraz garść informacji na temat co w kuskusie jest dobrego dla naszego organizmu :)
Kasza Kuskus w swojej delikatności wskazuje już nam, że jest lekkostrawna i niskokaloryczna czyli idealna dla osób, które borykają się z problemami trawiennymi oraz refluksem w tych przypadkach grube kasze takie jak pęczak czy gryczana powinny być omijane szerokim łukiem. 
Kuskus jest bogaty w węglowodany i białko. Nie zawiera jednakc zbyt wiele błonnika, w porównaniu z innymi kaszami posiada również mniej minerałów i witamin. Niemniej jednak w jej składzie znajdziemy takie składniki mineralne jak: żelazo, magnez, miedź, mangan, cynk jest ona również nośnikiem witaminy B1,B2, PP, B6, kwasu foliowego oraz jwasu pantotenowego.
Dla mnie kuskus to istny 'must have' w kuchennej szafce, zawsze można coś z niego przygotować na szybko i zachwycić domowników lub przybyłych niespodziewanie gości. Pod spodem linki do przepisów z użyciem kuskusa na moim blogu:
Sałatka warstowowa z kuskusem
Kuskus z tuńczykiem i fetą
Hawajska sałatka z kuskusem

Bibliografia:
Wikipedia
Poradnik Zdrowie
Kupiec
Zdjęcie

środa, 18 listopada 2015

10 obiadów za 10 złotych

Uwielbiam tanią kuchnię. Przygotowując posiłki za parę groszy czuję się jak ryba w wodzie! Bo nie dość, że mam satyswakcję z tego, że coś smakuje moim domownikom to dodatkowo zaoszczędziłam pare groszy, które mogę zagospodarować na inne przyjemności :) Takie zestawienie z pewnością okaże się zbawienne jeśli popatrzymy na to z perspektywy końca miesiąca gdy do wypłaty jeszcze parę dni a nasz budżet coraz szczuplejszy. Posiłki prezentowane poniżej to świetny pomysł na pyszne obiady bez nadszarpywania naszej kieszeni :) Mistrzynią tego typu schematu była moja Kochana Mama to po prostu była kobieta urodzona ekonomistka! W domu było nas sporo, bo razem z babcią 7 więc trzeba było nieźle się nagłowić jak nakarmić taką gromadę! Mimo, że w domu się nie przelewało nigdy nie było tak żebyśmy jedli nudno i wiecznie to samo. O co to nie! Kuchnię mojej mamy charakteryzowała pomysłowością oraz zdolnością wyczarowania fantastycznych dań małym nakładem środków finansowych, więc jeśli jesteście wyznawcami życiowej domeny 'wcale nie musi być drogo aby było smacznie zapraszam do skorzystania z pomysłów prezentowanych poniżej! 

1. Babka ziemniaczana - wspaniałe, sycące danie, którym zaskoczymy naszych stołowników. Proste i niedorgie składniki w babce ziemniaczanej stanowią połączenie tak udane, że danie nie powstydziło by się wizyty teściowej ;)



2. Pierogi na waflu - potrawa, którą odkryłam za sprawą mamy mojego M. są pyszne! Wspaniała alternatywa dla ruskich pierogów! Ze szklaneczką barszczyku smakują idealnie!




3. Wątróbka po Wielkopolsku - cudowna sprawa! Tanie i przepyszne danie. Wątróbka przygotowana w ten sposób może skusić nawet największych wątróbkowych sceptyków... ;)






4. Pierogi z kaszą gryczaną - pyszne, pożywne i rozgrzewające danie, które małym nakładem finansowym nakarmi i zadowoli całą rodzinę! Połączenie kaszy, białego sera i cebulki to dla mnie strzał w 10!



5. Naleśniki po węgiersku - moja interpretacja zawartości lodówki z czasów studenckich była na tyle udana, że doczekała się publikacji na blogu a co ważniejsze jest do tej pory często odtwarzana w mojej kuchni! Mniam!



6. Placki ziemniaczane z porem i kwaśną śmietaną - placki ziemniaczane - wspaniałe chrupiące złote rarytaski, które kosztują niewiele a sprawią wiele radości naszym stołownikom. Warto pokusić się o kulinarne eksperymenty w tej materii do podstawowego przepisu dodać ulubione zioła, czy drobno posiekane warzywa, która akurat zalegają nam w lodówce.

7. Zapiekanka makaronowa - makaron to taka rzecz, która obroni się sama. Rzadko spotykam ludzi, którzy nie lubili by makaronu. W połączeniu z pomidorowym sosem i serem żółtym stanowi świetny posiłek, który wyżywi całą gromadę wygłodniałych paszczy.




8. Smażone ziemniaki z jajkiem - przepis mojej mamy. Smak mojego dzieciństwa. Pyszne, proste i dodatkowo szybkie danie, które jak już raz się spróbuje to robi się na okrągło!



9. Potrawka z żołądków w sosie chrzanowym - dla mnie bomba! Miłość do podrobów wszelkiej maści zaszczepiła we mnie mama stąd moje tanie kucharzenie jest o wiele prostsze, bo jak wiadomo z podrobów można wyczarować mnóstwo pysznych i tanich dań!




10. Ziemniaczane krokiety z pieczarkowym farszem - pyszne ziemniaczane krokieciki z serem i pieczarkami to dani, które skradnie serca wszystkich domownikom! Gwarantuję pełnię sukcesu! Pyszne, pożywne i... tani oczywiście! :)

środa, 11 listopada 2015

5 przypraw które nas rozgrzeją.

Zimno, zimniej, najzimniej! Zima za pasem. Dni do nadłuższych nie należą a dania typu sałatka grecka, chłodnik z botwinki czy mrożona kawa omijamy szerokim łukiem! Nastał czas rozgrzewającej kuchni, dań sycących, rozgrzewających po prostu zimowych! W dzisiejszym wpisie ściągawka dla wszystkich spragnionych wiedzy na temat rozgrzewających przypraw. Jak zaraz zobaczycie nie bez przyczyny święta Bożego Narodzenia pachną goździkami, imbirem, cynamonem i kaedamonem. Pewnie w Australii święta pachną eukaliptusem lub cytrusami, bo tam o tej porze piękne lato się zaczyna :) My jednak mieszkamy w Europie Środkowo Wschodniej no i musimy posiłkować się wspomagaczami. Przykłady poniżej :)

Imbir - zapach i smak imbiru poniekąd kojarzą nam się z cytrynowymi klimatami, bo w swojej woni jest świeży i mocno cytrynowy, stąd chyba bierze się idealny duet imbiru i cytryny. Imbir przyspiesza krążenie a jak wiadom jeśli krew szybciej krąży po naszym organizmie to i robi nam się cieplej a co więcej jesteśmy w ten sposób bardziej odporni na infekcje. No 1 w rozgrzewaniu już jego mały dodatek do herbaty lub potrawy sprawia, że robi nam się cieplej na brzuszku i w serduszku :) Polecam genialny syrop imbirowy, który świetnie sprwadzi się jako dodatek do zimowej herbaty lub grzańca.


Goździki - goździków używamy głównie przy przygotowywaniu deserów, warto pokusić się o poeksperymentowanie z nimi również w potrawach mięsnych. Goździki nie dość, że rozgrzewają to jeszcze hamują rozwój wolnych rodników i odtruwają nasz organizm.




Wanilia - kolejna przyprawa 'deserowa' cudowny aromat, który sprawia, że po samy zapachu ślinka nam cieknie. Poza rozgrzewaniem koi nasze nerwy.
Chili - rzecz oczywista na samą myśl o papryczkach robi się nam cieplej ;) Poza właściwościami rozgrzewającymi chili świetnie poradzi sobie z problemami ze strony dróg oddechowych oraz wszelkimi infekcjami. Dodatkowo jako niebanalne połączenie możemy pokusić się o dodanie odrobiny do gorącej czekolady.




Gałka muszkatołowa - nie dość, że nas rozgrzeje to jeszcze usprawni pracę naszego układu trawiennego. U mnie musowo dodawana do piernika oraz sosu beszamelowego. sos bez gałki muszkatołowej sosem straconym!






Cynamon -oczywista oczywistość w zimowej kuchni dodawany do kawy, czekolady, pieczonych jabłek i świątecznych wypieków świetnie podkręci nam też smak pieczeni czy kurczaka. Poza walorami smakowymi i rozgrzewającymi jest bardzo pomocny w walce z infekcjami gardła a to za sprawą działania antyspetycznego. 


Źrodła:
Naturalnie to Auchan - Akademia Smaku Najlepsze przepisy Kulinarne Dla Całej Rodziny, Magazyn Kulinarny Nr 3/2015
www.przyprawowy.pl

Printfriendly